Sara zawsze myślała, że jest zakochana w Bradleyu Cooperze, ale los szybko jej to wybił z głowy.....
Bradleyowi Cooperowi żył w przeświadczeniu, że potrafi tylko kochać kobiety.....
Benedict Cumberbatch tkwił w małżeństwie bez miłości, z rozsądku......
Wszyscy spotkali się w jednym miejscu i w jednym czasie....
__________________________________________________________________________________
„Irina!
Irina! I w kółko ona! Ja nie istnieję!” Krzyknęłam, waląc o
ziemię tabletem i rozgoryczona.
„Uspokój
się! Rozniesiesz dom na kawałki!” Jen złapała go w ostatniej
chwili.
A
Chris za rękę, mocno ciągnąc z powrotem do fotela. „Puszczaj!”
Ryknęłam, wyrywając mu się.
„Przypominam
ci, że ty jesteś tą drugą!Zdaje się, że pan Cooper zdecydowanie
wybrał rosyjską krew nad żydowską, więc może tak wreszcie
usiądziesz i zwyczajnie dasz już sobie spokój!” Chris zawsze był
konkretny. „Zamknij się wreszcie! Nic nie wiesz! Ja go kocham!”
Zdzieliłam go z liścia w twarz!
„Ale
on ciebie nie! Kiedy to do ciebie dotrze?! Ok, raz wystarczy!”
Chwycił mnie za nadgarstek, kiedy chciałam mu poprawić z drugiej
strony. I to na serio mocno! Aż mi się łzy stanęły w oczach!
Nie
puszczał, a ja zwyczajnie uklęknęłam przed nim. „Proszę, puść,
to boli.” Płakałam, starając się uwolnić. „Oszalałeś?!
Puść ją! Zrobisz jej krzywdę!” Jen starała się mi pomóc.
Chris jednak był nie ugięty, odsunął ją od siebie, zdecydowanie.
„Niech obieca, że da już sobie spokój z Cooperem, to puszczę.”
Zażądał, cały czas nawet nie zwalniając uścisku. „Obiecuję!
Tylko mnie puść! Błagam!” Zgodziłam się. Natychmiast byłam
wolna. „Chyba rozumiesz, że on nie jest dla ciebie? Krzywdzi cię.
Nie kocha cię.” Usiadł koło mnie na ziemi. „Wiem, kocha tą
wywłokę z Rosji, popłuczyny po Ronaldo.” Rozpłakałam się,
masując sobie rękę. Siniak robił się jak marzenie! Ależ ten
Pratt miał krzepę! „Owszem, ona nie dorównuje ci nawet w
najmniejszej mierze, ale on woli ją.” Wziął ją i delikatnie
pocałował. Natychmiast ją cofnęłam, ale głowę położyłam na
jego ramieniu. „Jakbyś nie był żonaty, a ona zakochana i nie
kłóciła się z tobą na każdym kroku, to bym powiedziała, że
cholernie do siebie pasujecie. Choć inny typ urody. Ona piękna
Żydówka, ty, klasyczny mięśniak. Ale jest coś w was, co każe
mówić mi, „Idealna para, mimo wszystko.”. No ale nie ma na to
chyba żadnych szans, co? Albo i są.” Zaśmiała się Jen, widząc
jak kładę moją głowę tym razem na kolanach Chrisa. „Jesteśmy
tylko dziwacznymi przyjaciółmi, nic więcej.” Zapewniłam ją,
moszcząc sobie gniazdko. „Zgadza się, tylko przyjaciółmi.”
Podłożył mi poduszkę pod głowę.
„Pożyjemy,
zobaczymy. Ok, idę spać, bo już na oczy nie widzę.” Jen
ziewnęła, wstając. Poklepała Chrisa po ramieniu i poszła na
górę. Spojrzeliśmy się na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
„Odbiło
jej i tyle. Mam żonę i wbrew temu, co sobie ubzdurała, jestem jej
wierny.
Jesteś
niebotycznie piękna, ale nawet dla ciebie nie zrobił bym wyjątku.”
Zapewnił mnie, lekko gładząc po włosach. „No pewnie, ze nie. A
ja kocham tego kretyna, Coopera, choć Bóg jeden wie, że w ogóle
sobie na to nie zasłużył.” Przytaknęłam mu, ale instynktownie
wzięłam go za rękę.
„No
dobra, pora chyba spać, co?” Szybko się opamiętał, chcąc
wstać. „Przecież nie robimy nic złego. Możemy spać tutaj.”
Nie pozwoliłam mu. „Sara, lepiej nie. Uwierz mi, tak będzie
najlepiej.” Tym razem był bardziej stanowczy. Oboje stanęliśmy
na nogi. „Będę spał tutaj. Nie chce mi się wracać do domu.
Mam, jak na jeden dzień, dość kłótni z Anną. Niech ochłonie.”
Ale nie całkiem chciał wyjść.
„No
jasne. Może spać na kanapie. Jen zajęła gościnną sypialnię. I
nie martw się, ja też nie mam ochoty na jakieś skoki w bok. Ok,
nie jestem kobietą Brada, ale chcę mu być mimo wszystko wierna.”
Zgodziłam się z nim. Usiadł na niej i ciężko westchnął. Było
widać, że jest totalnie podłamany. Podeszłam do niego, objęłam
od tyłu i pocałowałam we włosy. Tak jakby nie chciał, żeby
szła, ale puścił moją rękę. Kiedy wchodziłam po schodach,
wziął koc i ułożył się na kanapie.
„Śpij
dobrze, misiu.” Wyszeptałam i poszłam do swojego pokoju. Znałam
Chrisa od ładnych kilku lat i łączyła nas dość specyficzna
przyjaźń. Jen miała rację, bardzo często kłóciliśmy się.
Potrafiliśmy nawet to robić na środku ulicy, co paparazzie już
nie raz odnotowali. Byłam też świadkiem jego związku z Anną
Faris. Zawsze byli szczęśliwi, niemal żadnych kłótni. Taka
miłość, o której mówi się, jak z bajki. Ukoronowaniem tego był
mały Jack, ich dwuletni synek. Podobny do ojca, jak dwie krople
wody! Ale wszystko do czasu. Kiedy kariera Chrisa zaczęła nabierać
rozpędu, zaczął grywać w kasowych filmach czyli po prostu stał
się gwiazdą dużego formatu, Annie zaczęło coś konkretnie
odbijać. Zaczęła być zazdrosna o kobiety, z którymi Chris grał
w filmach. Doszukiwała się zdrady dosłownie wszędzie. Wierzyła
nawet pismakom i...... przyłożyła Jen w twarz, przy ludziach,
oskarżając ją, że rozbija rodzinę! Chris wszystko dzielnie
znosił, ale wreszcie nie wytrzymał i coś w nim pękło. Unikał
Anny, znajdował sobie powody, żeby nawet nie wracać do domu na
noc. Najczęściej spał u mnie. No i zwierzał mi się ze
wszystkiego. Było mi go na serio żal. Poza tym, on też mnie
wysłuchiwał. Moich irracjonalnych lamentów o Bradzie. Był cicho,
aż do dzisiejszego wieczoru. Miał dość patrzenia jak się
poniżam. A ja? Miałam ochotę po prostu wtulić się w jego mocarne
ramiona i zwyczajnie o wszystkim zapomnieć! Ale on nawet w takiej
chwili, był wierny Annie jak pies. Aż mnie skręcało z zazdrości!
Na tamtą chwilę, myślałam, że też być z kimś tak wiernym, a
tak na serio było zupełnie inaczej. Miałam się o tym przekonać
znacznie później.
Kiedy
już położyłam się na łóżku, nawet nie przykrywając się, bo
upał był nie do zniesienia, zamknęłam oczy i starałam się
zasnąć. Ale pogoda, połączona z chęcią bycia z Chrisem,nie
pozwalała mi nawet na chwilę tego uczynić. Wierciłam się jak
ryba wyjęta z wody.
Nagle
usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi. Przewróciłam się na w tą
stronę. W progu stał Chris, bez koszulki! Jezu Kochanieńki, ależ
on miał ciało! Natychmiast skoczyłam i uklękłam na łóżku. No
i już miałam go przy sobie! Spragnieni bliskości, rozgrzani do
granic możliwości, niemal rzuciliśmy się na siebie. Całowaliśmy
jak szaleni, zdzierając z siebie ciuchy. Ok, za wiele tego nie było.
Mogłam
od razu całować jego umięśnioną i spoconą klatkę piersiową.
Cały czas spoglądałam się mu, chcąc wiedzieć, czym mam posunąć
się dalej. Miał tylko przymknięte oczy, i lekko rozchylone usta.
Rozanielona twarz mówiła sama za siebie. Kiedy dotarłam do jego
krocza, od razu powstrzymał mnie. Zdziwiona, spojrzałam na niego.
Bez słowa położył mnie na łóżku i delikatnie zaczął całować
i pieścić moje ciało. Nie zapomniał nawet o najmniejszym kawałku,
całując, liżąc. Wygięłam się jak struna, pragnąc jeszcze
więcej i więcej. Chris dawał mi co chwila powody, żebym jęczała
z rozkoszy. Czułam jego usta na piersiach, brzuchu. Schodził coraz
niżej, aż złapał mnie za nogi i położył sobie je na ramionach.
Poczułam, jak jego sprawny język wodzi po moim łonie i zawyłam
jak szalona. A że nie wspomnę, co się ze mną działo, kiedy dwa
palce powędrowały do pochwy. Jezu, miałam ochotę umrzeć. Nawet
nie zauważyłam ile razy szczytowałam, następowało to niemal
jedno po drugim. Kiedy już zakończył wizytację w mych
zakamarkach, mocniej rozchylił moje nogi, naprowadził swój mocno
nabrzmiały penis i posiadł mnie jednym, sprawnym ciosem.
Oboje
błyskawicznie znaleźliśmy swój wspólny rytm, jakbyśmy nie
robili niczego innego przez całe swoje życie. Jakbyśmy tylko na to
czekali. Oplotłam go nogami i poszybowaliśmy ku nirwanie
spełnienia. Opadliśmy na łóżko, wyczerpani. Spojrzałam się na
niego i delikatnie wzięłam jego interes do ręki. Masowałam go,
schylając się do niego. Tym razem Chris nie zaoponował i pozwolił
mi działać. Zadbałam o to, żeby było mu jak w raju. Przyłożyłam
się jak cholera! Kiedy już widziałam, że zaraz eksploduje,
odwróciłam się tyłem i uklękłam. Z lekka mnie przygotował i
posiadł. Zacisnęłam oczy z bólu, ale tylko przez jakiś czas go
czułam. Potem już było szaleństwo.
Uniosłam
się i oparłam o niego. Dzięki temu mógł bawić się moją
łechtaczką i całować. O mało nie skonałam, jak przyszedł
finał. „Nic nie mów. Pogadamy rano. Teraz pozwól mi się cieszyć
spokojem i po prostu przytulić się do ciebie.” Zatkałam mu usta,
kiedy już było po wszystkim. Pokiwał tylko głową. Położyłam
głowę na jego klatce piersiowej i nareszcie zasnęłam. A co było
rano?
Ano
obudziłam się bardzo wcześnie. Mimo wszystko, Chrisa nie było
koło mnie. Westchnęłam tylko i szybko, wyciągając się, wstałam.
Narzuciłam na siebie koszulkę i pobiegłam na dół.
Chris
siedział w kuchni i był zdenerwowany jak diabli. „Wreszcie
jesteś! Sara, tego nie było!
Nie
spaliśmy ze sobą! Ja mam żonę i dzieciaka!” Od razu na mnie
napadł, jak weszłam.
„No
jasne! Jakby się Brad dowiedział, to już w ogóle bym nie miała
żadnych szans.” Zapewniłam go, choć jak tu szłam, miałam
zupełnie c0 innego powiedzieć, a przede wszystkim, znów się
znaleźć w jego ramionach, choć na chwilę. „Muszę już iść.
Ale było mi bardzo dobrze z tobą. Tylko muszę o tym zapomnieć i
to zaraz.” Jednak przytulił mnie do siebie. Nasze usta same
znalazły drogę do siebie. Znów świat na chwilę zatrzymał się!
Ale żenada! Tandeta! Ale ja na serio czułam coś takiego. Już
wtedy uwielbiałam jak mnie całował. Nie chciałam, żeby przerwał.
No ale przecież musiał. Tym razem bez słowa wyszedł. Usiadłam
przy stole i położyłam głowę na rękach. Nawet nie wiem kiedy,
łzy mi zaczęły cieknąć z oczu. Tak bezwiednie, poza moim
umysłem. Znużona płaczem, zasnęłam, jak siedziałam. „Chris?”
Skoczyłam, kiedy poczułam, jak ktoś gładzi mnie po włosach.
„Nie,
to ja, Jen. Ej, czemu beczysz? Przecież słyszałam jak się
kochaliście.” Blondynka była zdziwiona. „Właśnie, kochaliśmy.
Powiedział, że musi o tym zapomnieć, bo ma żonę i dziecko.
No
cóż, ja też powinnam, jak mam zdobyć Brada.” Wciągnęłam
powietrze w płuca i powoli je wypuściłam. „Może i powinnaś
się na tym skupić. W końcu Cooper jest kawalerem i odbicie go tej
lali nie jest jakąś wielką sztuką. Wiesz co? Pomogę ci. Jest
moim przyjacielem, jakoś pokombinuję, żeby był twój.”
Zaproponowała mi, widząc moją minę. „Jesteś kochana. Jeszcze
nigdy nie miałam takiej kumpeli.” Powoli dochodziłam do siebie.
„No to na co my czekamy? Jazda odbijać Coopera!” Roześmiała
się. Mnie jakoś nie było do śmiechu, ale jej zawtórowałam.
„Ale
numer! To Coop lubi chłopców? Nawet nie wiedziałam, że się
znają.” Jen o mało nie zemdlała, kiedy stałyśmy na trawniku
posiadłości Brada. „Na to wygląda. To dlatego nie reagował na
mnie. Ok, reagował, ale był nieugięty. Może jest Bi. Ale
Cumberbatch na pewno jest w jego typie. Ty patrz, jak się bawi
włosami Brada.” Sama byłam w tzw. szoku! Przed naszymi oczami
rozgrywał się dość niewiarygodny widok. Brad siedział, zaczytany
w jakiś papierzyskach, stawiałam na scenariusz, a Ben czytał
książkę (Szekspir?). Jego prawa łapka błądziła po karku Brada
i bawiła się jego włosami, a jemu to kompletnie nie przeszkadzało.
Napiszę więcej, było mu dobrze i wygodnie. „Powiesz mi wreszcie,
kochanie, co to jest?” Odezwał się nagle Ben, zerkając przez
ramię Brada, na jego materiały. „A co? Chciałbyś dostać rolę?
To dlatego śpisz z producentem? Nie da rady. Masz już jedną rolę.
Jednego z najważniejszych ludzi w moim życiu.” Zaśmiał się
Brad, gładząc Anglika po policzku. Obie z Jen musiałyśmy zatkać
sobie usta, żeby nie krzyknąć. No ale jak to bywa w takich
sytuacjach, chcesz być niewidzialny, a wszystko stoi ci na drodze i
jesteś jak słoń w składzie porcelany. Nie zauważyłam, że za
plecami mam wąż od podlewania trawnika i jak nie wywinę do basenu!
Dobrze, ze nie wyrżnęłam głową w dno! No ale kaleka Sara nie
potrafi pływać, co zaowocowało niemal natychmiastowym tonięciem.
A kto zrobił hyc za mną, na ratunek? A jak! Oczywiście, ze nie
Brad! Ben złapał mnie i zaczął holować do brzegu basenu, jak
rozklekotany gruchot. „Ok, a teraz obie się tłumaczyć, co
robiłyście na tyłach mojego domu i filowałyście przez okno, a
raczej niezbyt sprawnie się starałyście, co?!” Brad był
doprowadzony do ostateczności.
„Chciałam
tylko jakoś cię podejść, zobaczyć, na co lecisz, żebyś
wreszcie się ugiął. No i zobaczyłam! Raczej nie mam szans przy
Cumberbatchu. Nie ta płeć, że tak powiem.” Od razu wyjaśniłam,
dzwoniąc zębami z zimna. „Co? To wy wszystko widziałyście?”
Teraz, dla odmiany, Brad pobladł jak wampir. „No właśnie. Oto
reakcja mojego ukochanego, jak ktoś dowiaduje się o nas. A ja,
kretyn, już miałem powiedzieć Sophie, że chcę rozwodu. Tak, to
było by na tyle.” Ben było załamany na ten widok. Już szedł w
kierunku bramy, ale Brad zatrzymał go. „To nie tak. Przecież
wiesz, ze kocham cię. Ale jak mam wszystkim opowiedzieć, że jestem
z facetem, co? Obaj będziemy skończeni w interesie. Sam zobacz jak
wyglądają kariery tych co się przyznali. Matt Bomer na przykład.
Nie za dobrze, co? Daj mi trochę czasu. To nie jest takie łatwe.”
Bronił się, trzymając twarz ukochanego w dłoniach. „A musicie
to robić? Wystarczy, że zaufani przyjaciele będą wiedzieć.
Przecież Jen nie poleci do brukowców i nie naopowiada, że
jesteście kochankami. Albo wystarczy dodać taki oczywisty fakt, że
obaj jesteście Bi. Nie zaprzeczaj, Cooper, widziałam jak reagowałeś
na mnie bez stanika. Teraz też się obaj gapicie na mnie jak
zwierzynę łowną. Ok, a czy mogę iść do łazienki i wytrzeć
się? Zaraz dostanę zapalenia płuc przez te wasze amory.” Byłam
wściekła na nich jak cholera. Teraz już rozumiałam, ze Brada to
ja na pewno nie zdobędę. Oj, nie! A przynajmniej tak mi się wtedy
wydawało. A tyle się napracowałam, żeby to uczynić. Chodzenie na
ewenty gdzie był Brad, wystrojona jak najseksowniej się dało.
Pobyt w Londynie, z odwiedzaniem go w teatrze.
Byłam
tam tydzień i nic! Ludzie, ile razy zrobiłam z siebie kompletną
idiotkę, żeby tylko jakoś
się do niego zbliżyć. I nic! Nawet o krok się nie posunęłam! No
cóż, wiele mi wyjaśniało choćby spojrzenie na Bena. Oparł czoło
o Anglika i dosłownie chłonął jego zapach. „Co ty na to?
Zrobimy tak?” Zamknął oczy, czekając na odpowiedź. „Czemu
nie? I chyba jednak powiem Sophie, że to koniec. Mam nadzieję, że
mi nie zabroni widywać Christophera.
W końcu to mój syn.” Ben aż piał z radości. „Byliście 17
lat przyjaciółmi, więc pewnie nie będzie tak źle.” Brad złapał
go za ręce.
„Jezu,
Sara, oczywiście, ze leć do domu. I masz rację, jestem Bi.
Wyglądasz bardzo apetycznie w tych mokrych ciuszkach.” Lekko
przygryzł wargę. „Dzięki. Trzeba przyznać, ze ten twój Angol
jest niezły.” Uniosłam lekko brwi, idąc do środka. Kiedy
tak się suszyłam, do łazienki zajrzała Jen.
„Ale
jazda. Jeszcze nie dotarło do mnie, że oni są parą.” Usiadła
na szafce koło umywalki. „Ale sama przyznasz, że pasują do
siebie? Obaj bardzo seksy i męscy. Taka Brangelina wśród gejów
czy tam Bi. Ok,
jestem już jako tako sucha. Idziemy do nich.” Odwiesiłam ręcznik
na wieszak. Schodząc na dół, zobaczyłyśmy coś, co już całkiem
nas utwierdziło, że ta dwójka na serio się kocha. Całowali się
w najlepsze! Brad wręcz rozpływał się w ramionach ukochanego,
czule gładząc go po plecach. Ten zboczył troszkę na lewo i lekko
ssał mu szyję (malinka jak marzenie!). Brad aż jęknął z
rozkoszy.
„Ok,
nie będziemy już wam przeszkadzać i spadamy.” Odezwałam się, z
lekka zażenowana.
„Nie
no, zostańcie. Póki co, na więcej nie może liczyć. Za jakiś
czas muszę iść do miasta, pozałatwiać sprawy. Siadajcie. Chcecie
coś do picia?” Zapytał się Brad, odsuwając Bena od siebie.
„Może być to twoje słynne bezalkoholowe mochito. A dla niej
woda, bo ma kaca po wczoraj.” Szturchnęłam
Jen, siadając koło Bena. Na serio Anglik wpadł mi w oko. Jego
głos! Nogi mi miękły i nie powiem, gdzie robiłam się mokra,
kiedy zaczynał cokolwiek mówić, aż zaciskałam nogi i macicę,
żeby zwyczajnie nie rzucić się na niego. Ludzie kochani, on mógłby
czytać instrukcję obsługi traktora i tak było by to seksy. A poza
tym, te ruchy, dłonie. Ok, mówiąc krótko, wyjątkowo seksowny i
przystojny facet, w bardzo niekonwencjonalny sposób. Doskonale
rozumiałam, dlaczego Brad poleciał na niego, choć wcześniej nie
miał żadnych tego rodzaju związków. Był w stu procentach hetero.
„A jak to się zaczęło? Kiedy zaczęliście się widywać?”
Zapytałam się, biorąc szklankę od Brada. „Rozumiem, że Ben ma
opowiadać?” Widział jak reagujemy z Jen na każde słowo
wypływające z ust jego faceta.
„No
dobrze, więc ja. Boże Kochany, dziewczyny, zaraz zjecie mnie
wzrokiem. Dajcie już spokój.
Od
czego by tu zacząć? Otóż Brad przyjechał parę miesięcy temu do
Londynu, w sprawie swojej sztuki, na West Endzie, a
konkretnie, w Theatre Royal Haymarket. Byłem wtedy już jakiś czas
po tym nieszczęsnym ślubie i siedziałem w pubie, zapijając smutki
w Whisky, a on przyszedł spotkać się z kumplem. Od razu go
zauważyłem, jak śmiał się, rozmawiał z nim. A ja byłem coraz
bardziej pijany. Kiedy wychodził do domu, trzeźwy, bo jak wam
wiadomo, nie pije od lat, ja byłem już tak pijany, ze ledwo
trzymałem się za barem. Widząc to, zaproponował, że odwiezie
mnie do domu.
Nie
chciałem się tam pokazywać w takim stanie, więc postanowił, że
przenocuję u niego, w hotelu. No i wylądowałem u niego, na
kanapie. Tak jakoś się wszystko zaplątało, za dobrze tego nie
pamiętam, że pocałowaliśmy się. Na początku było uroczo, ale
wyrwał mi się. Potem było bla, bla, że on taki nie jest i żebyśmy
o tym zapomnieli.. Wiecie, takie tam gadanie heteryków, po takim
czymś. Ok,
poszliśmy spać. A było w nocy? Dośpiewajcie sobie same, bo jestem
zbyt zawstydzony, żeby opowiadać o czymś takim. Powiem tylko, że
było mi cudownie. Kiedy rano się obudziłem, owszem, miałem kaca,
ale na pewno nie moralnego. Leżałem w ramionach cudownego mężczyzny
i miałem gdzieś, że zdradziłem Sophie i że jakby opinie
publiczna się dowiedziała, to obaj byli byśmy skończeni. Dla mnie
liczyło się, ze od bardzo dawna nie czułem się tak dobrze.
Potem
przegadaliśmy cały ranek, umawiając się, ze raczej się to już
powtórzy. Kiedy Brad wrócił do Stanów, na serio tęskniłem za
nim, chciałem, żeby jak najprędzej nastał maj, bo wtedy
przyjedzie na dłużej, a ja już będę uziemiony w Londynie, na
próbach i urodzi się za chwilę mój syn. Chodziłem jak w jakieś
malignie, nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca. Jak tylko wreszcie
nastał ten dzień, od razu ruszyłem do tego samego hotelu, gdzie
Brad zatrzymał się wcześniej, Nie byłem pewien, czy znów tam
będzie, Bałem się zadzwonić jak człowiek i zapytać się. Bałem
się odtrącenia. Ale jakże się pomyliłem. Jeszcze na mnie
nawrzeszczał czemu wcale się od niego nie odezwałem przez cały
czas. Wylądowaliśmy w łóżku i znów było jak w raju. Wiem,
trąci Brokeback Mountain. Oni
mieli swoje górskie pustkowie, a my mamy swój własny Londyn. Cóż
ja poradzę, że nasza miłość przypomina tamtą? Przez cały pobyt
Brada, czyli od maja do sierpnia, widywaliśmy się jak najczęściej
się dawało. Dosłownie codziennie. Musiałem stawać na wyżynach
wyrafinowanego kłamstwa, żeby Sophie o niczym się nie dowiedziała.
Lekka przerwa nastąpiła w chwili, kiedy urodziła. Na jakiś
tydzień. Wiecie co? Brad był pierwszym, cichym, gościem, którego
zaprosiłem, żeby zobaczył Christophera. I wiecie co jeszcze? Jak
Boga kocham, czułem się, jakbyśmy to my byli rodzicami małego, a
nie ja i Sophie. Rozczulił mnie widok, kiedy trzymał go na rękach.
Mam nawet zdjęcie, ale na komputerze, bo tu by Sophie znalazła i
kłopoty gotowe. Zresztą mam całe tony fot Brada z jego pobytu u
mnie. Ale wszystko w zabezpieczonym hasłem folderze. Tylko dla moich
oczu. Są dla mnie jedyną radością, kiedy nie jesteśmy razem. Ot,
i cała historia naszej znajomości, miłości. Teraz jestem tu na
krótko, konkretnie, na trzy dni i wracam do Londynu.” Ben,
skończył opowiadać, ocierając łzy, które potoczyły mu się z
oczu. „Jadę
z tobą. Mam teraz jeszcze trochę wolnego. Dopiero w grudniu
zaczynam kręcić film. Zakończyłem pokazówkę z Iriną i jestem
wolny do tego czasu, Najwyżej jeszcze parę razy się z nią pokażę
i ogłaszam koniec „związku”. Wtedy już nic nas nie rozdzieli.
Będę cały twój, kochanie.” Brad ukląkł przed nim. „Serio?
Nie wiesz nawet jak mnie w tej chwili uszczęśliwiłeś.” Ben też
zsunął się z kanapy. Boże Kochany, jak oni wyglądali?
Aż
obie z Jen popłakałyśmy się. Obie przytuliłyśmy się do siebie,
becząc. „Ok, nawet na „Pamiętniku” tak nie ryczałam. A
wiecie jaka jest różnica między wami a Jackiem i Twistem z
Brokeback Mountain? Wasza historia ma szansę i to realną, żeby się
zakończyć szczęśliwie.” Zapewniłam ich, chlipiąc w rękaw
bluzy Jen. „Dajcie jakieś chusteczki, bo zaraz będę cała
mokra.” Poprosiła blondynka, wycierając rękawem nos. „O
cholera, Sophie. Po co ja ją tu przywlokłem za sobą? Ok,
potrzebowałem zasłony dymnej. Śledziła mnie, czy jak?” Ben o
mało nie zemdlał, jak zobaczył swoją ślubną przez okno. „Możesz
mi powiedzieć, co ty, do licha, tu robisz?! Od jakiegoś czasu
chodzę
za tobą,
bo już nie wiem co mam robić! I co ja widzę?! Za każdym razem
jedziesz do niego! Czy ty, do cholery, masz z nim jakiś romans, czy
co?!” Wrzeszczała, wściekła, na środku trawnika. „Uspokój
się, kretynko. Nie tutaj. Porozmawiamy w środku.” Ben złapał ją
za ramię i pociągnął do środka. „On nie ma romansu z nim,
tylko ze mną. Od jakiegoś czasu spotykamy się. Brad udzielał nam
schronienia przed tobą” Wypaliłam, zanim ktokolwiek zdążył
cokolwiek powiedzieć. Lepiej żeby cała złość skupiła na mnie,
a nie na nich. No i długo nie musiałam czekać. Bez słowa podeszła
i jak nie strzeli mnie z liścia! Ok, poniekąd zasłużyłam sobie.
W
jej oczach wlazłam jej małżeństwo i rozwalałam je. Ben
i Brad gapili się na mnie z rozdziawionymi buziami.
A
Jen natomiast nie była tym w ogóle zdziwiona. Wiedziała, jak
wielką mam słabość do Brada, bo miłością tego nazwać się nie
dało, ale o tym sama jeszcze nie wiedziałam. Nie dała bym go
skrzywdzić nikomu i nigdy! „Ty cholerna dziwko! My nawet rok nie
jesteśmy małżeństwem, a już go ciągniesz do łóżka! Nie
podaruję!” Już miała rzucić się do bicia, ale Ben nie dał
jej. „Jak ją tylko dotkniesz, to już nigdy nie zobaczysz
Christophera, już ja o to zadbam. Wyraziłem się jasno? I jeszcze
jedno. Żądam rozwodu. Mam
już dość tej farsy, jaką jest to nasze tak zwane małżeństwo.
Zdradzam cię od niemalże samego początku. Wszyscy na mnie wsiedli,
kiedy okazało się, że zaszłaś w ciążę, żebym się z tobą
żenił. A ty dla mnie zawsze byłaś tylko i wyłącznie
przyjaciółką. Na serio nie pomyślałaś, że jak przez 17 lat nic
między nami nie było, to i teraz nie będzie? Nie kocham cię i
nigdy cię nie kochałem.” Ben był bardzo konkretny, zimny jak
stal rzeźnickiego noża. Ok, nawet trochę za bardzo, ale rozumiałam
go. W końcu już tak długo żył w czymś, co od samego początku
nie powinno mieć miejsca. „Jak to, rozwodu? Jeśli tylko
wniesiesz o niego, to ja od razu idę do pismaków i opowiadam, jaka
z ciebie skończona świnia, zresztą zgodnie z prawdą. Więc dobrze
się zastanów. Aha, i jeszcze jedno. Nie omieszkam dodać kogo
rżnąłeś za moimi plecami i jak długo. Więc i ta dziwka będzie
miała ostro przesrane, za przeproszeniem.” Sophie
nie była wcale lepsza.
„Kochanie,
ty to robisz, a ja wnoszę o całkowitą opiekę nad Christopherem i
uwierz mi, wygram ją. Nie zapomnij jakie mam znajomości, czy raczej
moja rodzina ma. Nie chcę ci go zabierać, ale jak skrzywdzisz Sarę,
to ja uderzę w twoją najczulszą strunę, bo małego kochasz i
jesteś bardzo dobrą matką. Chcę po prostu cichego, w miarę
spokojnego rozwodu, bez orzekania win. To wszystko.” Ben nadal
mówił w tym samym , niemal urzędniczym tonie, ale było powoli
widać, że nerwy za chwilę mu puszczą. „Nie zrobisz tego! Nie
zabierzesz mi dziecka! I co? Ta szmata ma je wychowywać?!” Teraz
to Sophie już była przerażona. „Sprawdź mnie.” Ben mocno
trzymał fason. „Dobrze, dostaniesz ten swój zasrany rozwód, ale
nie dam ci syna. I poczekamy gdzieś do października, bo chyba nie
chcesz aż takiego skandalu, co?” Wreszcie odpuściła. „Niech i
tak będzie. Do zobaczenia w Londynie, kochanie.” Tu już był
ostro sarkastyczny. Kiedy
tylko wyszła, trzaskając tak drzwiami, ze o mało z futryny nie
wyskoczyły, a obrazki ze ścian nie pospadały, Ben od razu wypuścił
powietrze z płuc, tak jakby cały czas je tam trzymał, żeby do
końca nie odpuścić. Po chwili roześmiał się na całe gardło.
Było czuć, że wreszcie czuje wolność, której od tak dawna
marzył. Złapał mnie w ramiona i tak mocno uściskał, że o mało
tchu nie straciłam. I podniósł do góry, okręcając się wokół
własnej osi. Kiedy mnie puścił, podszedł do Brada i zaserwował
mu taki pocałunek, ze obie z Jen aż westchnęłyśmy, rozmarzone.
„No
dobrze, kochanie i wy, moje kobietki, ale ja muszę do miasta, bo za
chwilę będę na serio mocno spóźniony. Z tobą widzę się
wieczorem, a z wami tak szybko jak się da. Do potem.” Brad
pocałował ukochanego i dał po jednym pocałunku dla nas w
policzki.
Kiedy
wyszedł, widzieliśmy jak szedł zwyczajnie tanecznym krokiem i
zdaje się, że coś tam sobie nucił pod nosem. No i czy ja nie
jestem wyrocznią delficką? Czy ja nie przewidziałam szczęśliwego
zakończenia? No ale przecież jeszcze ja zostałam, prawda? Kiedy
już emocje opadły, usiadłam i jakoś mnie też nerwy puściły.
Zaczęłam strasznie płakać. Aż się zanosiłam od histerycznych
szlochów. „Kochanie, co się stało? Czemu płaczesz? To dlatego,
że kochasz Brada i ja ci go zabieram, w jakimś sensie? W końcu coś
tam, kiedyś między wami było. Jeśli tak, to przepraszam, ale
inaczej nie potrafię. Za bardzo go kocham.” Ben starał się jakoś
pocieszyć, nie wiedząc
o co chodzi. A ja nagle sobie uświadomiłam, że nigdy nie będę
taka szczęśliwa, jak są oni dwaj.
Nie
miałam na to najmniejszych szans, takie miałam wrażenie. Wtuliłam
się w jego ramiona i dalej beczałam. Powoli jednak ciepło tej oazy
spokoju i kołysanie jak małą dziewczynkę, powodowało, ze
uspakajałam się. Chwyciłam jego koszulkę w piąstkę i zwyczajnie
zasnęłam. Spałam
tak do rana, choć kiedy zasypiałam, było popołudnie. Czułam
tylko, że Brad bierze mnie na ręce i zanosi do gościnnej sypialni.
Poczułam jego wodę po goleniu. Bezwiednie, jakby przez sen,
zarzuciłam mu ręce na szyję i nie puściłam nawet kiedy już
leżałam na łóżku. Rad, nie rad, musiał się koło mnie położyć.
Ben przykrył nas kocem i sam się położył z drugiej strony.
„Wszystko będzie dobrze, skarbie.” Jakoś jeszcze do mnie
dotarło. Potem już odpłynęłam w niebyt królestwa Morfeusza.
Kiedy
obudziłam się bardzo wczesnym rankiem, obaj panowie jeszcze
smacznie chrapali, a ja byłam przytulona do Brada, a Ben leżał ze
mną na łyżeczkę. Muszę przyznać, ze czułam się całkowicie
bezpieczna i chroniona. Delikatnie pogładziłam Brada po policzku.
„O, już nie śpisz. Lepiej już ci?” Zapytał się, zaspany.
„Tak, jak najbardziej.” Odparłam i lekko musnęłam jego usta.
Najpierw spojrzał się na mnie zdziwiony, ale potem już konkretnie
mnie pocałował. Od razu mi się przypomniało, jak genialnie
całuje. Mało który był w stanie go w tym przebić. Rozpłynęłam
się jak masło na patelni. Mało romantyczne porównanie, ale
adekwatne do sytuacji. Mimowolnie wsunęłam rękę pod jego koszulkę
i zaczęłam gładzić jego brzuch. Jakby na zawołanie, czułam usta
Bena na szyi. Oparłam się o niego i odszukałam tym razem jego
kształtne usta, stworzone do pocałunków. Miał słodkie i lekko
wilgotne. Zatopiłam się w nich, pomrukując, zadowolona.
„Jesteś
tego pewna?” Upewnił się Brad, kładąc mnie z powrotem na łóżku.
Bez słowa chwyciłam go i przyciągnęłam do siebie. Chciałam o
wszystkim zapomnieć, a oni byli tacy rozpaleni i gotowi na wszystko.
Tutaj nie było mowy o wstydzie, zażenowaniu czy hamowaniu się z
czymkolwiek.
Po
prostu szliśmy na całego. „Zwiąż mnie.” Zarzuciłam ręce
nad głowę, przy bezgłowiu łóżka.
Oczy
Brada zrobiły się okrągłe jak pięć centów. Chciał coś
powiedzieć, ale Ben, zirytowany zachowaniem ukochanego, wyjął
pasek ze spodni i solidnie przywiązał mnie. „Wiesz na co się
piszesz? Tak? Zapamiętasz to na długo i wrócisz po więcej, mała
dziwko.” Głos Bena był jak czekolada, choć mówił mocne słowa.
Tylko od tego robiłam się mokra i gotowa na każdy ich rozkaz. „A
skąd wiecie, ze ja chcę?” Zaoponował za to Brad. „Bo zrobię
wszystko co mi każesz.” Powiedziałam wprost. I szybko tego
pożałowałam. „Kazał ci się ktoś odzywać, dziwko?” Ben
złapał mnie za gardło i ścisnął. Pokręciłam tylko głową, bo
i tak bym słowa nie wykrztusiła, tak mocno trzymał. Ale puścił.
„Zobaczmy co ona dla nas tam chowa. Jezu, nie bądź taki grzeczny,
kochanie. Sam zobacz.” Zachęcił Brada, robiąc mu miejsce. Lekko
się ociągając, usiadł na moim brzuchu. Złapał za dół bluzki i
konkretnie nią szarpnął. Rozdarła się cała, a stanik spotkał
taki sam los. „Zapomniałem już jakie ma cycki. Wielkie jak
cholera.” Ściskał je niemal z całej siły, przygryzając sutki.
„Przyjemności potem. Trzeba ją rozebrać do końca. Ciekawe jaka
jest mokra i tylko czekająca, żeby któryś z nas wsadził jej
kutasa.” Ben odsunął go. Tym razem obyło się niszczenia
ciuchów. Spodnie zdjął mi i rzucił w kąt. Za to majtki podarł w
drobne kawałki, bo guma nie chciała puścić. Aż zawyłam jak jego
palce zawędrowały do mojej pochwy. Szybko nimi poruszał,
doprowadzając mnie do szału. Kiedy przerwa ł, podsunął mi je do
ust i wsadził je tam. Poczułam jak sama smakuję. Już miałam coś
powiedzieć, ale pokręcił tylko palcem, zabraniając. Rozwiązał
mnie, odwrócił na brzuch i znów związał. Kazał mi uklęknąć
i wypiąć tyłek, co błyskawicznie zrobiłam.
„Chyba
nie chcesz jej przyłożyć? Na to to ja się nie piszę.” Brad od
razu wiedział o co mu chodzi, kiedy ten podszedł do mnie i nawet
raz uderzył w pośladek. „Ok, kochanie, zapytajmy jej czy ma na to
ochotę. Więc jak? Chcesz lanie, dziwko?” Ben złapał mnie za
twarz. „Tak, chcę. Proszę, zbij mnie, Ben.” Aż jęczałam,
mówiąc to. „Ale nie pasem, dobra?” Poprosił Brad, troszkę
przestraszony.
„Nie,
no co ty? Co ja jestem? Jakiś cholerny Grey? Dostanie jak Bozia
przykazała, ręką.” Zaśmiał się Ben, już się zamachując do
bicia. No i dostałam i to solidnie! „Mogę o coś poprosić?Au!”
Zapytałam w trakcie. „Możesz. Jesteś grzeczna, więc to będzie
nagroda.” Zgodził się łaskawie. „Niech Brad też mi przyłoży!”
Prawie krzyknęłam, wypinając siedzenie. „Ale tylko raz. Ja tak
nie potrafię jak Ben. Nawet go od tej strony nie znałem. Ale wiesz
co? Podnieca mnie to.” Głos Brada łamał się od podniecenia. I
poczułam razy, które spowodowały, że nie czułam już bólu,
tylko coraz większą ekstazę. Po prostu najzwyczajniej nie
wytrzymałam i lekko popuściłam. A Brada dopadł taki szał, ze
Ben dosłownie musiał mu pomóc zdjąć spodnie, bo by je
rozszarpał. Nawet nie poczułam bólu, kiedy wziął mnie w
posiadanie, tak byłam podniecona. Chwycił mnie za włosy i parł
jak szalony. Oboje wydawaliśmy z siebie takie odgłosy, że rasowe
porno gwiazdy by się ich nie powstydziły.
W
tak zwanym międzyczasie, Ben podszedł do mnie i złapał za rękę.
Położył na penisie i pokazał mi o co chodzi. Dzięki temu wszyscy
troje mieliśmy cudowny szczyt. Kiedy już lekko emocje opadły,
Anglik odwrócił mnie z powrotem na plecy. I żeby nie było tak
miło, znów moje ręce były związane. Tym razem jednak panowie
zostawili mnie w spokoju i zajęli się sobą. Nareszcie zobaczyłam,
jak Ben potrafi lubieżnie całować ukochanego. Szybko pozbyli się
reszty ciuchów, która im zawadzała. Ben zaczął całować,
pieścić klatkę piersiową Brada, schodząc coraz to niżej. Nie
miał najmniejszych oporów, żeby przed nim uklęknąć. Penis
Brada, sporych rozmiarów, był odpowiednio wypieszczony i zadbany
przez jego kochanka. „Boże, jak mi cudownie.” Jęczał, wręcz
napierając na twarz Bena. Kiedy było widać gołym okiem, że już
dostatecznie gotowy, Anglik stanął w nogach łóżka i złapał
się poręczy. Zacisnął oczy, kiedy Brad, bez najmniejszego
przygotowania ukochanego, wszedł w niego. Parł jak wariat, nie
zważając na fakt, ze przez dobrą chwilę zadaje mu ból. Ale potem
twarz Bena była wręcz rozanielona i pełna pasji. Obaj doskonale
znali swój własny rytm i odnaleźli go natychmiast. Koniec był
skwitowany wręcz okrzykami ekstazy. Ech, jeszcze nigdy w życiu nie
byłam świadkiem gejowskiego aktu na żywo. O mało nie skonałam z
podniecenia! Kiedy ich emocje opadły, Ben podszedł do mnie i
rozwiązał mi ręce. Pocałował mnie po raz pierwszy tego wieczoru.
„Pragnę cię. Tak bardzo cię pragnę.” Usiadłam na łóżku i
rozstawiłam nogi, jak tylko najszerzej potrafiłam. Ben zrozumiał,
że te słowa były skierowane do niego. Usadził się wygodnie
między nimi. Czułam, jak jego jeszcze mocno nabrzmiały interes
wchodzi we mnie. Jęknęłam i oplotłam go nogami. Całując się
jak szaleni, zaczęliśmy dziki taniec ciał. Krzyczałam jak
opętana, kiedy już byłam na końcu tej drogi. Ben tylko mi
zawtórował. Nie wychodząc ze mnie jeszcze kilka razy poruszył
się, leniwie i czule, co było czystym przeciwieństwem tego
poranka. Zaśmialiśmy się, leżąc obok siebie. „No, kochany,
masz wielki skarb u boku. Znakomity kochanek. Można by powiedzieć,
ze wytrawny, gdyby nie fakt, że dostałam od niego po tyłku i ostro
mnie zwyzywał. Jakbyście tylko zechcieli, to bardzo chętnie
uzupełnię wasz team. Ale nie narzucam się.” Zaproponowałam,
bawiąc się włosami Bena. „Ja tam jestem za. A ty, kochanie?”
Brad od razu się zgodził, zadowolony, ze wyszłam z tą propozycją.
„Nie no, naturalnie, moi kochani.” Ben zachowywał się jak
rasowy Angol, co spowodowało, że z Bradem zaczęliśmy się
rechotać jak idioci. Ben zawtórował nam. Leniwy poranek, nigdzie
żadne się nie spieszyło. Na tamtą chwilę, takie rozwiązanie
zadowalało mnie. Ale na krótko.
„Sara,
tak nie można! Musisz wreszcie coś zjeść! Od kilku dni żyjesz
prawie powietrzem!” Brad załamywał ręce, z rozpaczy, jak
patrzył, kiedy po raz kolejny odsuwam talerz z jedzeniem. Specjalnie
dla mnie gotował, starał się, żeby te potrawy były smaczne i
takie jak lubię. Ale ja nie miałam na nic ochoty. Nie chciało mi
się nawet żyć. Po prostu chciałam przestać istnieć.
Od
pamiętnego poranka, żyłam z Benem i Bradem w swojego rodzaju
związku. Było mi z nimi bardzo dobrze. A już najbardziej z
Anglikiem. Był, w moich oczach, zwyczajnie uosobieniem idealnego
faceta, ale..... Nie kochałam go, a nawet blisko tego nie byłam.
Stosunki między chłopakami i mną były stricte erotyczne, a poza
tym, tylko i wyłącznie przyjaźń. Natomiast serce oddałam komu
innemu i przekonałam się o tym na jednej z imprez branżowych, że
tak to określę, czyli po prostu na jednej z kolei premier
filmowych. Poszłam tam z Bradem, żeby nie było plot.
Już
dawno „zerwał” z Iriną i teraz musiał się pokazywać z inną
„zdobyczą”, żeby nie dokopali się do niego i Bena. A ten, póki
co, dotrzymywał słowa danego Sophie i czekał do wyznaczonego
terminu, z rozwodem. No ale wracając do moich spraw sercowych, to o
mało serce mi nie pękło, jak ujrzałam....Chrisa ze swoją Anną,
przytulających się do siebie i nawet całujących się. Brad musiał
mocno mnie złapać za rękę, bo bym chyba upadła. Czułam jak nogi
się pode mną uginają.
„Czyli
pogodzili się.” Powiedziałam tylko, starając się nie rozpaść
się na kawałki, na oczach wszystkich. „Na to wygląda. Sara, ale
oni są małżeństwem i mają dziecko. Muszą choć postarać się
to poskładać do kupy. Nie możesz mu mieć tego za złe.” Brad
starał się jakoś mnie pocieszyć, ale na wiele to się nie zdało.
Cały wieczór byłam jak w innym świecie, kompletnie mnie nie
obchodziło co się wokół mnie dzieje. Automatycznie się
uśmiechałam do aparatów i stroiłam odpowiednie pozy. Taka lalka
na baterie i tyle. Cały czas szukałam wzrokiem Chrisa i pragnęłam,
żeby choć na mnie spojrzał. Odkąd mnie zauważył, unikał tego
jak tylko mógł. Ale te chwile, kiedy mu się nie udawało,
pokazywały mi, jak jest na serio sprawa się ma. Widziałam w jego
oczach co czuje. Widziałam MIŁOŚĆ! On mnie kochał! Mnie, a nie
swoją wychudzoną żonkę! To dlatego unikał nawet kontaktu
wzrokowego. Żeby wszystko nie runęło jak domek z kart. Za każdym
razem jednak u mnie topniała ta bariera, kruszył się mur, jaki
też starałam się utworzyć. „Spotkajmy się za 5 min w damskim
kibelku.” Tak brzmiał sms, jaki mu wysłałam, modląc, żeby nie
miał wyłączonej komórki.
„Muszę
wiedzieć.” Powiedziałam do Brada, widząc jego minę. Pokręcił
tylko głową, nie za bardzo zadowolony. Pognałam w umówione
miejsce, cała roztrzęsiona. Jak tylko wszystkie dziewczyny wyszły,
włącznie z Jen, która też przyszła na imprezę. „No co ty, z
Bradem tutaj będziecie urzędować? A, chyba raczej nie. Do potem,
Chris. Z tego wszystkiego nie zapomnij, że musimy zrobić sobie
obowiązkowe focie. Popilnuję drzwi, żeby wam się ktoś nie
wpakował w trakcie.” Od razu zrozumiała, kiedy zobaczyła na kogo
czekam. Kiedy tylko zamknęły się za nią, rzuciliśmy się na
siebie. Całowaliśmy się jak szaleni, zapominając o Bożym
świecie. Nareszcie czułam, że to są te ramiona i te właściwe
usta, a co najważniejsze, ten jedyny facet, z którym chcę być
chyba już do końca życia! Niczego więcej nie potrzebowałam do
szczęścia. W jednej chwili to zrozumiałam. W jednej, magicznej
chwili. „Kocham cię.” Wyszło z moich ust. „Ja ciebie też.
Nawet nie wiesz, jak bardzo. Od tamtej nocy, nie potrafię o tobie
zapomnieć, a Bóg mi, cholera, świadkiem, że na serio się
starałem. Jak zobaczyłem cię z Cumberbatchem na tych romantycznych
fotach, to o mało mnie szlag jasny nie trafił. Miałem ochotę skuć
mu tego angielskiego ryja. Ale musiałem się powstrzymać. To
dobrze, że jednak kogoś masz, kto cię kocha. Ja nie mogę ci dać
tego wszystkiego, co bym tak bardzo chciał. Nie możemy być razem.
Wybacz mi, kochanie.” Odsunął mnie od siebie. Wyszedł
zdecydowanym krokiem, a dla mnie skończyło się życie. Nawet nie
wiem kiedy, ale straciłam przytomność. „Sara! Niech ktoś mi
pomoże!” Usłyszałam tylko Jen, w ostatniej chwili i poczułam
jak mnie łapie, żebym nie upadła na ziemię. Potem była już
tylko ciemność. „Jezu, Lawrence, nie drzyj się. Przecież
widzisz, że już otwiera oczy. Lepiej leć po Coopera, widziałam go
gdzieś w pobliżu. No idź!” A to było pierwsze, co dotarło do
mnie, jak świadomość wróciła. Głos i niebieskie oczy nade mną,
należały do innej mojej bardzo dobrzej kumpelki, Natalie Dormer.
„Chris. Gdzie on jest?” To jedyne co byłam w stanie powiedzieć.
„Już, kochanie, będzie dobrze. Nie ma go już. A to nas
spietrałaś, jak tak padłaś jak kłoda. Wiem, wiem, boli jak
cholera. Słyszałam jak do ciebie mówił. Tylko spokojnie! Nie masz
co go szukać! Sara!” Krzyknęła, jak skoczyłam na równe nogi.
Nie
słuchałam jej, tylko wybiegłam na zewnątrz. Akurat wtedy, jak
Chris zbierał się do wyjścia, z żonką! Ręce Brada nie pozwoliły
mi się do reszty ośmieszyć. Trzymał mocno i tak, żeby nie było
widać, że chcę mu się wyrwać. „Zachowaj fason. Potem będzie
tego pełno w gazetach, necie i sam Czort wie gdzie. Ty tych ludzi
znasz. Nie rób popisu przed nimi.” Jego głos był spokojny, ale
nieznoszący sprzeciwu. Dobrze go podszkoliliśmy z Benem w trakcie
naszych igraszek rodem z Greya! Musiałam go posłuchać! Po chwili
puścił mnie i odwrócił przodem do siebie. Przytulił jak tylko
potrafił najmocniej, a zarazem najczulej. „Tak bardzo go kocham.”
Wyszeptałam, starając się nie płakać. „Ok, pora na ewakuację.
Zawiozę beksę do domu.” Uznała Nat, widząc, ze zanosi się na
fontannę z moich oczu. „Nie trzeba, skarbie. Ona mieszka od
jakiegoś czasu u mnie.” Wyjaśnił jej Brad, zabierając od niej
moją torebkę. „Chwileczkę, przecież ona kręci z Sherlockiem, o
ile się nie mylę. To jakim cudem mieszka z tobą?” Oczy jej o
mało z orbit nie wyszły. „Nie pora, ani miejsce, żeby ci to
tłumaczyć. Jeśli chcesz, to jedź z nami. Jen, zabierasz się?”
Zbył ją dość obcesowo jak na mój gust. Wtedy jednak mało mnie
to obchodziło. „Tak, jasne, jadę. A ty nie graj księżniczki,
tylko jazda wspierać Sarę w ciężkich chwilach.” Jen pogoniła
Nat. Ta, dalej nic nie rozumiejąc, ruszyła za nami. Nawet za bardzo
nie pamiętam samego powrotu do domu. Jakieś pojedyncze obrazy,
zdarzenia. Wtuliłam się w Brada, podkurczając nogi i to wszystko.
Jak tylko zjawiliśmy się w domu, od razu pobiegłam do sypialni.
„Hej, co się stało? Może mi ktoś powiedzieć?” Ben był mocno
zdezorientowany, jak to zobaczył. „Nic, ja po prostu umarłam.”
Spojrzałam się na niego. Jak mi potem opowiadał, rzeczywiście,
miałam martwe oczy. „Spotkali się z Prattem i doszło do
konfrontacji. Najpierw było buzi, buzi, romantyczne wyznanie miłości
z obu stron, a na koniec treser dinusiów, wysadził z grubej rury,
że na jakiekolwiek coś więcej, to Sara nie ma co liczyć.
No
i jakby Jen jej nie przytrzymała to rąbnęła by jak kłoda. Mało
też nie poleciała za nim, ale twój kumpel powstrzymał ją jak
należy. No a teraz pora chyba na rozpacz pełną gębą. Przykro mi,
Sherlock, ale ona raczej cię nie kocha.” Nat współczująco
poklepała Bena po ramieniu. „Ja też jej nie kocham, a
przynajmniej nie tak jak ona kocha Pratta. Jestem z kimś innym, ale
nie teraz o tym. Idę do niej, a temu treserowi z Bożej Łaski to
już pokażę, jak go spotkam.” Odgrażał się, idąc za mną do
sypialni. A co ja zrobiłam? Nawet się nie rozebrałam, tylko
położyłam się do łózka i zwinęłam w kłębek, przykrywając
się kocem. Ben, długo się namyślając, położył się koło
mnie.
„Teraz
to już w ogóle nic nie rozumiem. Jeśli nie są razem, to czemu
mieszka z nim, i to u ciebie? Dobra, chyba jest już tak późno, że
umysł mi jakoś inaczej funkcjonuje. Idę do siebie. Przyjdę jutro,
jeśli mogę?” Zapytała się Nat, nieźle zakręcona na to co
widziała. „Ok, jak obiecasz, że nikomu nie wygadasz jak przekupa,
to ci wszystko wyjaśnię.” Brad od razu wysadził, jakby go coś
tknęło.
„A
jak myślisz? Oczywiście, że będę cicho. W końcu Sara to moja
jedna z najlepszych przyjaciółek, a ciebie bardzo lubię.”
Potargała go za brodę, jak małego chłopca. „No to chodźmy na
dół, a ona niech się prześpi.” Lekko ją popchnął w stronę
drzwi. Kiedy już wyszli, rzeczywiście sen jakoś mnie zmorzył.
Powoli oczy same mi się zamykały. Ramiona Bena zawsze działały,
działają i chyba będą działać jak najlepsza kryjówka i oaza.
Cisza pokoju, miarowy jego oddech, ciche tykanie zegara na ścianie,
kołysały mnie do snu jak kołysanka. „To wy jesteście gejami?!”
Okrzyk Nat z dołu z lekka to zaburzył. Oboje z Benem zaśmialiśmy
się niemo. No ale już po chwili, wróciłam do zasypiania.
I
tak zaczęła się moja egzystencja, bo inaczej tego nazwać się nie
da, z dnia na dzień. Byłam tylko cieniem kobiety, którą byłam
wcześniej. Ta sama twarz, powiedzmy, jeśli nie liczyć, że miałam
zapadnięte oczy i bardziej ostre rysy. To samo ciało, nie licząc
paru kilogramów mniej. Ale w środku byłam pusta. Nie było nic,
poza bólem, który rozrywał mnie na kawałki. Całe dnie spędzałam
na snuciu się po domu, siedzeniu w oknie czy łóżku. Sporo czasu
spędzałam też w sieci, ale z niewieloma osobami w ogóle
rozmawiałam. W realu tylko z Benem, Bradem i dziewczynami. Wszyscy
byli mocno przerażeni, tym co się ze mną dzieje. Próbowali mnie
jakoś postawić do pionu, ale za bardzo im to nie wychodziło. Ale
co tam dnie. Najgorsze były noce. Mało spałam, ale jak już udało
mi się zasnąć, potrafiłam się budzić z krzykiem. Rzucałam się
po łóżku jak szalona, tak jakby ktoś wyrywał serce prosto z
piersi. Nadal mieszkałam u Brada, więc obaj z Benem też często
nie spali. Jak tylko się zaczynało, przede wszystkim Brad leciał
do mnie, żeby jakoś mnie uspokoić, ale wiele to nie dawało.
Starał się mnie tulić do siebie, ale go odpychałam, nie chciałam.
Dopiero kiedy sama się z siebie przestawałam, wtulałam się w
niego i tak do rana nawet na milimetr się nie ruszałam. On, z
czasem, zasypiał, a ja słuchałam tylko jak sercu mu bije i
ogarniał mnie spokój.
Ale
przestawało to działać. Zdesperowany Brad nie wytrzymał, za
którymś razem i złapał mnie w ramiona. Zaczął całować, a ja
zszokowana, nie reagowałam. Dopiero po chwili pchnęłam go na łóżko
i usiadłam na nim. Bez najmniejszych wstępów, niemal zdarłam mu
bokserki, w których zazwyczaj spał, a sama tylko lekko zsunęłam
spodenki od pidżamy. Naprowadziłam jego interes gdzie trzeba i
zaczęłam się poruszać jak szalona. Brad aż jęczał z rozkoszy,
ja zapomniałam o wszystkim. Zdjęłam koszulkę, kładąc jego
dłonie na piersiach. Podniósł się i masował je, liżąc , a
nawet przygryzając sutki, Dobrze widział, że ból jest dla mnie
jak afrodyzjak, więc robił to mocno i konkretnie. Kiedy już była
prawie meta, złapał mnie za gardło i ścisnął. Opadliśmy na
poduszki, wyczerpani. Bez słowa, zaczęłam go całować, bawiąc
się jego penisem. Wygiął się jak struna i zacisnął oczy. Przy
tym całowałam i lizałam jego klatkę piersiową. Kiedy doszłam do
pasa, rękę zastąpiły moje usta. Brad chwycił mocno za moje włosy
i dokładnie pokazał, o co mu chodzi. Wiedziałam, że uwielbia brać
mnie od tyłu, więc, kiedy dobiegał do końca, uklękłam,
wypinając siedzenie. Solidnie przyłożył mi w pośladek i bez
ogródek, dosiadł mnie, jak najgorszą dziwkę z ulicy. Poruszał
się we mnie jak dziki zwierz, wydając takież odgłosy. „Mam
tylko was. Nie zostawiajcie mnie.” Wyszeptałam, tuląc się do
niego. „Ja cię na pewno nie zostawię. Bena musisz się sama
zapytać.” Delikatnie gładził mnie po ramieniu. Zapytałam się
już następnego ranka. W odpowiedzi dostałam chyba najbardziej
soczysty pocałunek, ze wszystkich jakie mi kiedykolwiek zaserwował.
No i zaczęło się! Co noc kochałam się z Bradem, na zmianę z
Benem, czasami razem. Były to istne orgie, bez najmniejszych
zahamowań. Co my wtedy nie wyprawialiśmy? Napiszę tak....Chodziłam
nawet tak posiniaczona, że Nat o mało nie zemdlała, jak mnie
zobaczyła, któregoś ranka. „Jak tak można?! Ona cierpi, a wy ją
jeszcze bijcie?! Jeszcze dzisiaj ją zabieram do siebie!” Ryknęła,
wściekła. I jak nie zdzieli Bena w twarz! „Uspokój się, szalona
kobieto! Nikt się nad nikim nie znęca! Ona tego chce! My się tak
zabawiamy! Co ty? Nie wesz co to sado maso, czy jak? Ok, nie ma
ekstremy, ale na sporo sobie pozwalamy. To ją uspakaja i zaczęła
całkiem nieźle sypiać, bez krzyków.” Wyjaśnił jej, troszkę
rozbawiony, Ben. „Uspakaja cię bicie?” Nat aż usiadła, jak to
usłyszała. „Bardzo. Zwłaszcza jak robią to ci dwaj. Mam tylko
ich dwóch. No i was, ciebie i Jen, ale to inna bajka.” Przytuliłam
się do niej. Od tamtego czasu dziewczyny nie reagowały na moje
siniaki, a przynajmniej starały się. Było mi całkiem dobrze, ale
o Chrisie nie potrafiłam zapomnieć. Bo jak miałam zapomnieć o
największej miłości mojego życia, co? Jakoś tak bezwiednie
przestałam jeść. Ok, nie całkiem odstawiłam jedzenie, ale było
tego na serio mało. Ot, tyle, żeby nie umrzeć z głodu.
Z
biegiem czasu zaczęłam to odczuwać. Zawroty głowy, lekkie
zasłabnięcia. Było mi też wiecznie niedobrze. Nawet
przestraszyłam się, ze może jestem w ciąży. Czas jednak to
zweryfikował. Po prostu dostałam okres. Tego poranka, kiedy po raz
kolejny odsunęłam talerz z jedzeniem, Bradowi aż zachciało się
płakać. „Nie bój się, zjem obiad. Ugotuj mi ten swój rosół.
Tak jak tylko ty potrafisz.” Uśmiechnęłam się, wstając od
stołu. „No dobrze, ugotuję.” Westchnął ciężko. Kiedy
ruszyłam do drzwi, po prostu nogi ugięły się pode mną. „Sara!
Tom, pomocy!” To było ostatnie, co usłyszałam. Potem już nic. Z
opowiadań Tom Hiddlestona, który akurat gościł u Bena, wiedząc o
wszystkim, co łączy go z Bradem i jak się sprawy mają ze mną,
obaj z Bradem wezwali pogotowie, a ja od razu trafiłam do szpitala,
z wyczerpaniem organizmu. Brad znów musiał się tłumaczyć z moich
siniaków. Na szczęście, lekarz był człowiekiem otwartym i
tolerancyjnym („Ze zgrabnym tyłkiem” Słowa Bena). Kiedy
otworzyłam oczy, zobaczyłam dookoła siebie białe ściany i a w
nosie poczułam specyficzny smrodek, który można spotkać tylko w
szpitalach. Wystarczyło, że się ruszyłam, A Ben i Tom już byli
po obu stronach łóżka. „Jezu, jak dobrze, że już jesteś z
nami.
Jak
zadzwonili do mnie, że jesteś w szpitalu, rzuciłem wszystko i
waliłem przez całe miasto, łamiąc chyba wszystkie możliwe
przepisy. Będzie w brukowcach, że Cumberbatch prowadził naprany w
trzy D. Jak się czujesz, kochanie?” Starszy Anglik delikatnie
gładził mnie po głowie. Miał twarz zdjętą strachem. „Już mi
lepiej. Mogę wracać do domu.” Chciałam usiąść, ale zrobiło
mi się słabo i dałam spokój. „O nie, kochana. Na to się dziś
nie zanosi. Lekarz mówił, że poleżysz tu ze dwa dni, aż
doprowadzą cię do ładu.” Tom uśmiechnął się, poprawiając mi
poduszkę. „Lubię jak się uśmiechasz. Masz wtedy taki ciepły
wyraz twarz.” Złapałam go za rękę. „Jak ma ci to pomóc, to
mogę się śmiać nawet cały dzień.” Ucałował moją. „Nie
trzeba. Wystarczy raz na jakiś czas. A gdzie jest Brad?”
Zaciekawiłam się, nie widząc drugiego przyjaciela. „Poleciał do
Nowego Meksyku, jak to określił, po lekarstwo dla ciebie.”
Wyjaśnił mi Ben, ciężko przełykając ślinę. Bał się, jak
zareaguję na ten news. „Po Chrisa? Niepotrzebnie. On wyraźnie
powiedział, jak się sprawy mają. Po co go fatygować.” Zamknęłam
oczy, załamana. Przed oczami znów stanęła mi scena z imprezy,
którą tak często odtwarzałam jak jakąś płytę. W kółko i w
kółko. „Uważam, że powinien choć wiedzieć do jakiego stanu
cię doprowadził, nawet jeśli uzna, że nie ma po co tu
przyjeżdżać.” Tom był bardzo stanowczy. „Masz rację,
powinien wiedzieć, gnojek jeden.” Przytaknął mu Ben, zły jak
osa, jak zawsze, kiedy była mowa o Chrisie. Najchętniej by go
wykastrował tępą żyletką, jego własne słowa.
OPOWIEŚĆ
BRADA
„Tak
to jest, jak się zamawia bilety na ostatnią chwilę. Dobrze, ze
chociaż pierwsza klasa.” Mruknąłem pod nosem. No ale dla mojej
Sary byłem w stanie lecieć nawet w luku bagażowym.
Miałem
już po dziurki w nosie patrzenia jak ta wspaniała kobieta powoli
się zabija na własne życzenie. Już w głowie układałem plan jak
Pratta sprowadzić do LA. „Jak trzeba będzie, to go nawet porwę i
uśpię. Nieważne jak, byle Sara będzie mogła go zobaczyć.”
Pomyślałem, podkładając sobie poduszkę. Fuj, Czort wie, ile głów
na tym leżało! Ok, przecież to pierwsza klasa, więc muszą tu
dbać o coś takiego jak pranie choćby poszewek na poduszki. Na
lotnisku w Santa Fe miał na mnie czekać Matt Bomer, którego Sara
znała jeszcze z lat szczenięcych. Oboje wychowali się w Springs,
chodzili do jednego ogólniaka. Ona była cheerleaderką, pierwszą w
składzie, on głównym rozgrywającym. Więc nawet byli taką jakby
parą, choć Matt już wtedy podejrzewał, że jest gejem. Po jego
wyjeździe do NY, po skończonych studiach (Odpowiednio, ona
dziennikarstwo, on sztuki piękne), ich kontakt się nie urwał. Mało
tego, przyjechała za nim i została dziennikarką, a potem też na
pół gwizdka celebrytką. Ok, ale to wie chyba każdy, kto zna oboje
choćby odrobinę, z plotkarskich portali.
Ja
natomiast miałem inny kłopot. Musiałem sobie przemyśleć
wszystko, co widziałem dzisiejszej nocy, kiedy zszedłem napić się
wody. No i co tam mnie zastało? A raczej kto? Ano Ben z Tomem.
W
najlepsze całowali się! Boże Kochany, ja dla niego byłem w stanie
poświęcić wszystko, włącznie z karierą, a ten co?! Obmacuje się
z innym za moimi placami! „Nie przeszkadzam wam?” Odezwałem się,
choć sam nie wiem, jak znalazłem siły, żeby wydusić z siebie
choćby słowo. W tej chwili zrozumiałem co Sara czuła, widząc
Pratta ze ślubną. „Brad, to nie tak. Ja tylko chciałem zobaczyć
jak to jest całować innego faceta. Wybacz mi. Ja już nigdy.” Ben
plątał się w tłumaczeniu się.
„Pozwolisz,
że pójdę da Sary. Jak skończysz te testy, to bądź łaskaw
pokazać Hiddlestonowi gdzie ma spać, bo chyba do domu się nie
wybiera. A, było by dobrze, żeby znalazł się tam sam, bo to już
było by za wiele jak dla mnie.” Byłem bardzo urzędowy i suchy.
Anglik pokiwał tylko głową, z lekka przerażony. Rano byłem za
bardzo zajęty Sarą i jej zasłabnięciem, niż jego igraszkami z
przyjacielem, na boku. Teraz miałem chwilę, żeby to przetrawić.
Jak miałem mu wierzyć?
Przecież
dobrze wiedziałem, co widziałem, a poza tym Hiddleston był jego
najlepszym kumplem od lat. Skąd mogłem mieć pewność, że byłem
jego pierwszym kochankiem? Takim na serio?
O
eksperymentach za szczeniaka opowiedział mi już dawno. To się nie
liczyło. Ale Hiddleston zawsze był tylko przyjacielem, według jego
słów. Miałem już mętlik w głowie. „Ok, teraz Sara, a potem
Ben. Będę musiał z nim na poważnie pogadać.” Pomyślałem,
wyglądając przez okno.
Podróż
minęła spokojnie, poza okłamaniem jakieś panny, że jestem
sobowtórem siebie samego.
Głupio
mi było, ale jakoś nie miałem ochoty na rozdawanie autografów i
idiotyczne selfie.
Chciałem
mieć chwilkę dla siebie. Kiedy już było po odprawie, zacząłem
wzrokiem szukać Matta.
Kurwa,
był na serio przystojny! Nie dziwota, że kobiety za nim szalały na
wszystkich kontynentach i duża część właśnie jego chciała w
roli Greya. Był ubrany tylko w zwyczajny, biały podkoszulek i
sprane dżinsy, a i tak wyglądał jak milion dolców w złocie!
Kiedy mnie dojrzał, uśmiechnął się i pomachał. „Hej, jestem
Matt Bomer. Miło cię wreszcie poznać. Sara wiele o tobie
opowiadała.” Wyciągnął rękę w geście powitania. „Mnie też
jest miło.” Uścisnąłem ją. Jakoś byłem zażenowany, sam nie
wiedziałem czemu. „Jak się ma nasza biedaczka? Doszła już choć
troszkę do siebie?” Jego głos był zatroskany. Było widać, że
się o nią poważnie martwi. „Tak, już odzyskała przytomność.
Rozmawiałem
z moim face.... przyjacielem, zanim wsiadłem do samolotu. Muszę
tylko ściągnąć tam Pratta, żeby jakoś na nią wpłynął, żeby
przestała się głodzić i zaczęła żyć jak człowiek.” Lekko
się zająknąłem w mojej wypowiedzi. „Wyjaśnijmy sobie jedno.
Sara opowiedziała mi o tobie i Cumberbatchu, więc z niczym nie
musisz się kryć. Wszystko doskonale rozumiem, i to z doświadczenia.
Ben jest twoim facetem i tyle. A do samej Sary, to chyba nie będzie
z tym większego kłopotu. Z Chrisem wcale nie jest lepiej. No może
się nie głodzi, bo żeby do tego doszło, to musiał by chyba być
nieprzytomny, ale reszta woła o pomstę do nieba. Cień człowieka,
jak mamę kocham. Czasami aż przykro na niego patrzeć. Na krótki
pobyt w LA na pewno go namówisz. A tak na marginesie, to witam po
ciemnej stronie mocy, a przynajmniej w połowie.” Poufale poklepał
mnie po nodze. A ja aż ciężko przełknąłem ślinę. W tej jednej
chwili zrozumiałem, ze nie tylko na Bena potrafię tak reagować i
że na serio jestem Bi i to pełną gębą! „Tak, dzięki.”
Zaśmiałem się, starając się ukryć fakt jak bardzo mi się
spodobał. Nie znałem go za dobrze, a mój mały koleżka w
spodniach miał się ku niemu jak cholera! Kiedy zajechaliśmy przed
hotel, gdzie kwaterowała cała ekipa, od razu pognałem do pokoju
Pratta. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jak najprędzej musiałem z
nim pogadać, czas naglił, a po drugie, jeszcze chwila obecności
Matta przy mnie, a nie ręczył bym za to co bym zrobił. „Jak to,
jest w szpitalu?! I nic mi nikt nie powiedział?! Wszystkie telefony
w LA siadły?! Jezu, ja muszę do niej!” Chris już gnał na
lotnisko, po tym co mu powiedziałem.
Takiego
przerażonego faceta to ja dawno nie widziałem. On naprawdę kochał
Sarę, co do tego nie miałem żadnych wątpliwości! „Ok, uspokój
się, debilu! Przecież nie rzucisz wszystkiego i nie polecisz tam na
miotle! Musisz załatwić wolne u reżysera i producenta! A potem,
zabukujemy bilet do LA! No, siadaj wreszcie!” Musiałem go
doprowadzić do pionu. Ona potrzebowała twardego mężczyzny, a nie
spietranego mięśniaka! „Masz rację. Już dzwonię do Anta, on
musi się zgodzić.” Chwycił za telefon. Jakimś cudem dostał to
wolne, po karczemnej awanturze, ale dostał.
Przecież
nie będą szukali nowego aktora do filmu, kiedy całość niemal
gotowa! Potem była jeszcze cięższa przeprawa z producentami. Chris
zagroził, że odejdzie jak się nie zgodzą! Znów zwycięstwo.
„Człowieku,
oszalałeś? Masz szczęście, ze masz już ugruntowaną pozycję w
tym światku, inaczej prędzej zobaczył byś świnie na niebie, niż
nową propozycję. Resztą już ja się zajmę.” Pokręciłem
głową, z niedowierzaniem. Nie dało się zabukować biletów na ten
dzień, więc wylot był jutro.
Z
jednej strony nie było z tym problemu, w końcu Sara miała
znakomitą opiekę i nic już jej nie groziło, ale ja za bardzo
zadowolony nie byłem. Noc w pobliżu Bomera, nie była dla mnie
najlepszą rzeczą. A poza tym, upał był taki, że można było
jajko usmażyć na ziemi. Nie przepadałem za taką pogodą, choć na
co dzień mieszkałem w LA. Ale tutaj nie było czym oddychać!
Troszkę lepiej było, jak zapadł zmrok. Nocny wiaterek z lekka
pomagał. No ale temperatura mojego ciała wzrosła o kilka ładnych
kresek, jak zobaczyłem Matta na balkonie. Stał tam w samych
bokserkach! Ok, Pan Idealny! Czy on ma coś niedorobionego w sobie?!
Chyba nic! Od razu schowałem się w pokoju, bo bym chyba zaczął
jechać na ręcznym, jakbym tam postał. Wstydź się, Cooper! Masz
przecież stałego faceta, mimo jego skoków w bok z Lokim(?), a ty
ślinisz się na widok ledwo poznanego gostka, nawet tak perfekcyjnie
zbudowanego! Ludzie, ale on ma tyłek! Jaki interes, który był
widoczny, mimo okrycia! Sam nie wiem, kiedy, ale moja wyobraźnia
zaczęła mi podsuwać obrazy, że właśnie wchodzi do mojego
pokoju! Ciąg dalszy był taki, że moja ręka zawędrowała do
penisa. Bawiłem się nim szybko i bardzo konkretnie. „Nie musisz
tego robić sam.” Nagle usłyszałem miękki głos Matta. Przez
chwilę nie otwierałem oczu, zastanawiając się, czy dalej
fantazjuję. Kiedy jednak to uczyniłem, zobaczyłem go przed sobą.
„Ale ja jestem z Benem, a ty masz męża. Jak im to wyjaśnimy?”
Mimo wszystko zapytałem się. „Nikt się o tym nie dowie, masz
moje słowo.
Nie
potrafiłem się ci oprzeć. Zawsze mi się podobałeś, ale
wiedziałem, że jesteś hetero, więc nie robiłem sobie nadziei. No
ale los był łaskawy i dał mi cię w moje ramiona. Nie martw się,
mój ty niedoświadczony skarbie, pokażę ci wszystko. Jednorazowa
sprawa, no chyba, że zachcesz więcej.” Mówił to, między
pocałunkami. Po prostu zapomniałem o Bożym świecie. Zatraciłem
się w jego pocałunkach. Przestałem trzeźwo myśleć. Matt powoli
całował i pieścił moje spocone ciało.
Zdjął
bokserki i sprawnie zaczął masować mój i tak już mocno
podniecony penis. Usta miał równie dobre co ręce. „Jezu, nie
przerywaj. Rób tak dalej.” Jęczałem jak szalony, naciskając
jego głowę do mojego krocza. Nie przerwał nawet kiedy dochodziłem.
O mało nie strzeliłem mu w usta. Doświadczenie jednak mu pozwoliło
przerwać w odpowiednim miejscu i wywaliłem poza nimi. Wytarł mnie
i siebie moimi bokserkami i wygodnie ułożył, nie odwracając na
brzuch. „Nie martw się, kochanie, nie pożałujesz.” Upewnił
mnie, łapiąc za nogi. Mocno je rozstawił, podniósł do góry, a
mnie lekko ściągnął w dół. Naprowadził swój penis i wszedł
we mnie. Zacisnąłem oczy z bólu, ale trwało to dość krótko.
Konkretne ruchy Matta spowodowały, że zastąpiła go ekstaza. Obaj
znaleźliśmy swój rytm i podążyliśmy ku końcowi. „Jesteś
najlepszy.” Ledwo z siebie wydusiłem, kiedy leżeliśmy obok
siebie. „To jeszcze nic. Teraz pora na ciebie.” Wziął moją
dłoń. Tu już wiedziałem co mam robić. W końcu nie raz tak
robiłem z Benem. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie wyśmieje.
„Dalej, kochanie.” Zachęcał mnie, zanurzając dłonie w moich
włosach. Doszedł do końca, ale ja nie miałem tyle szczęścia i
jego zawartość wylądowała na mnie.
Jakoś
mi to nie przeszkadzało. Matt wziął ręcznik z poręczy łóżka i
czule mnie wytarł jak małego chłopca. „Spróbuj mnie
przygotować. Tak jak kobietę.” Instruował mnie, odwracając się
tyłem.
No i
fachowo zająłem się jego tylnym wejściem. Miał rację, nie raz
zabawiałem się tak z kobietami. Teraz już wiedziałem dlaczego tak
to mi się podobało. Kiedy już był na tyle wilgotny, że mogłem
go posiąść, przerwałem. Zawył, jak to zrobiłem, a ja parłem
jak wariat. Złapał moją rękę i położył na swój penis. Dzięki
temu miał jeszcze większy orgazm, a ja znowu musiałem się
czyścić. „No widzisz, kochanie, nie było aż tak źle.”
Przytulił się do mnie, kiedy już emocje opadły. „Byłeś
cudowny.
Nawet
z kobietami nie było mi tak dobrze. Ale jak ja teraz to wyjaśnię
Benowi?” Mimo swoich słów, objąłem go. „Przecież już ci
mówiłem, że nikt nie musi o tym wiedzieć. No chyba, że Pratt się
wygada, ale on jest człowiekiem honorowym, więc nie ma o tym nawet
mowy. Nie martw się, mnie też zależy na dyskrecji, przypominam ci,
że mam męża i dzieci.” Zapewnił mnie Matt. Powoli zasnąłem,
z ciężkim sumieniem, ale mocno spełniony. Rano szybko się
przygotowałem do wyjazdu, ale zanim wyszedłem z hotelu, odwiedziłem
apartament Matta. „Słuchaj, bardzo cię przepraszam, że tyle
gadałem o....” Nie zdążyłem dokończyć, bo brunet skutecznie
zatkał mi usta pocałunkiem.
„Jedź
do swojego Holmesa i bądź z nim szczęśliwy. I czasami wspomnij
nasze igraszki.” Pogładził mnie po policzku. „Uwierz mi,
wspomnę.” Zrobiłem to samo. „Mam zasadę, że się nie wtrącam,
więc masz moje słowo, ze jak grób milczę, o tym co dziś w nocy
słyszałem. Wasza sprawa, nie moja.” To chciałem usłyszeć od
Chrisa, kiedy już siedzieliśmy w samolocie. „Dzięki, stary. Sam
nie wiem, co mi odbiło. Może fakt, że Bomer jest niebotycznie
przystojny i seksowny.” Troszkę się rozmarzyłem. „Tego to ja
tam nie wiem, bo gostki mnie nie ruszają. Muszę ci wierzyć na
słowo. Wolę mojego aniołka, Sarę.” Jego oczy były pełne
miłości. Oj, ale on ją kochał! No ale jego chrapania święty by
nie zniósł! Kiedy zapadł w sen sprawiedliwych, uruchomił się
jego warkot! Jakby F-14 startował! „Jezu, człowieku, obudź się.”
Szturchnąłem, doprowadzony do maksimum irytacji. W odpowiedzi,
uwalił się na mnie. Musiałem go przesunąć na drugi bok,
zatykając sobie uszy zatyczkami, które mi przyniosła urocza
stewardesa. Na lotnisku czekał na nas Ben, a ja nie bacząc na
wszystkich i wszystko dookoła, ruszyłem w jego kierunku. Rzuciłem
mu się na szyję i uściskałem z całej siły. Jeszcze tak całkiem
nie straciłem zdrowego rozsądku, więc nie pocałowałem go. „Nie
masz pojęcia, jak bardzo cię kocham i jak tęskniłem za tobą.”
Wyszeptałem mu do ucha. „Ja ciebie też kocham i też tęskniłem.”
Zrewanżował się tym samym. Dla małego kamuflażu, Chris też
wymienił z nim uściski. Mądry facet, jak chce!. „No to jazda do
mojego aniołka, skarbu największego!” Krzyknął i zwyczajnie
pofrunął do samochodu.
POWRÓT
DO MOICH WSPOMNIEŃ
Kiedy
otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich Chrisa, zaniemówiłam, bo
akurat rozmawiałam z lekarzem. Boże, on tu jest! Przyjechał do
mnie! Łzy same leciały mi z oczu. „Kochanie!” Już był przy
mnie i tulił się do mojego brzucha. „Ja nie śnię, prawda? Ty
tutaj jesteś?” Zanosiłem się szlochem. „Jestem i już nigdy
cię zostawię. To znaczy, jutro wracam na plan, ale jeszcze dziś
dzwonię do prawnika i każę mu pisać pozew rozwodowy. Potem czeka
mnie rozprawa z Anną.
Ale
jestem już cały twój, najdroższa.” Na te słowa czekałam chyba
od początku, wiekopomnej nocy. Moja największa miłość była
tylko dla mnie i nikt nie miał prawa mi jej zabrać! Spojrzałam na
przyjaciół, którzy byli akurat na miejscu. Ben dyskretnie złapał
Brada za rękę. Tak się na siebie spojrzeli, że głupi by
zauważył, co do siebie czują. Za to Jen nie kryła się z
zachowaniem, łapiąc Toma pod ramię i opierając głowę na jego
ramieniu. W tym przypadku był lekki szok ze strony szczupłego
Anglika, ale po chwili już ucałował jej dłoń, uśmiechając się.
Ok, zaczynam się zbliżać do końca mojej trochę Harlequinowej
opowieści, ale jeszcze nie całkiem. Muszę Was o czymś bardzo
ważnym powiadomić. Kiedy szłam do kibelka, ciągnąc za sobą tą
przeklętą kroplówkę, która doprowadzała mnie do pionu,
zobaczyłam coś na korytarzu oddziału, co spowodowało, że lekko
nawet podskoczyłam z radości. Na ławce siedzieli Jen i Tom. „Wiesz
co? Ostatnio sporo czasu ze sobą spędziliśmy. Nie wiem jak to
powiedzieć, bo podobno jesteś z Liamem Hemswothem i głupio mi
opowiadać o swoich uczuciach zajętej kobiecie. Ale co mi tam? Raz
kozie śmierć. Od samego początku przypadłaś mi do gustu. Jesteś
wyjątkowo piękna i seksowna. Nie wiem, czy mogę w zaistniałej
sytuacji zaprosić cię choć na kawę?” Tom był bardzo uprzejmy w
słowach, jak to on zawsze. „Człowieku, kto ci naopowiadał takich
pierdoł? Nie jestem z Liamem. To tylko kumpel i nic więcej. Od
jakiegoś czasu jestem singielką i bardzo chętnie gdzieś sobie z
tobą pójdę. A teraz pocałuj mnie jak należy, bo od dawna mam na
to ochotę jak cholera.” Jen zarzuciła mu ręce na szyję. No i
nastąpił wielki finał! „Nie powinnaś już położyć się? O do
licha, mamy nową parkę, za którą będą latać gnidy z
aparatami.” Chris zaszedł mnie od tyłu. „Nie, kochanie, będą
latać za nami, jak się dowiedzą, że rozwodzisz się z Anną i już
od razu jesteś ze mną. Nie popuszczą.” Pocałowałam go nos. A
potem zrobiliśmy to samo co Tom i Jen.......