poniedziałek, 28 września 2015

Opowieść o miłości, skrywanej miłości.....
Sara zawsze myślała, że jest zakochana w Bradleyu Cooperze, ale los szybko jej to wybił z głowy.....
Bradleyowi Cooperowi żył w przeświadczeniu, że potrafi tylko kochać kobiety.....
Benedict Cumberbatch tkwił w małżeństwie bez miłości, z rozsądku......
Wszyscy spotkali się w jednym miejscu i w jednym czasie....
__________________________________________________________________________________

Irina! Irina! I w kółko ona! Ja nie istnieję!” Krzyknęłam, waląc o ziemię tabletem i rozgoryczona.
Uspokój się! Rozniesiesz dom na kawałki!” Jen złapała go w ostatniej chwili.
A Chris za rękę, mocno ciągnąc z powrotem do fotela. „Puszczaj!” Ryknęłam, wyrywając mu się.
Przypominam ci, że ty jesteś tą drugą!Zdaje się, że pan Cooper zdecydowanie wybrał rosyjską krew nad żydowską, więc może tak wreszcie usiądziesz i zwyczajnie dasz już sobie spokój!” Chris zawsze był konkretny. „Zamknij się wreszcie! Nic nie wiesz! Ja go kocham!” Zdzieliłam go z liścia w twarz!
Ale on ciebie nie! Kiedy to do ciebie dotrze?! Ok, raz wystarczy!” Chwycił mnie za nadgarstek, kiedy chciałam mu poprawić z drugiej strony. I to na serio mocno! Aż mi się łzy stanęły w oczach!
Nie puszczał, a ja zwyczajnie uklęknęłam przed nim. „Proszę, puść, to boli.” Płakałam, starając się uwolnić. „Oszalałeś?! Puść ją! Zrobisz jej krzywdę!” Jen starała się mi pomóc. Chris jednak był nie ugięty, odsunął ją od siebie, zdecydowanie. „Niech obieca, że da już sobie spokój z Cooperem, to puszczę.” Zażądał, cały czas nawet nie zwalniając uścisku. „Obiecuję! Tylko mnie puść! Błagam!” Zgodziłam się. Natychmiast byłam wolna. „Chyba rozumiesz, że on nie jest dla ciebie? Krzywdzi cię. Nie kocha cię.” Usiadł koło mnie na ziemi. „Wiem, kocha tą wywłokę z Rosji, popłuczyny po Ronaldo.” Rozpłakałam się, masując sobie rękę. Siniak robił się jak marzenie! Ależ ten Pratt miał krzepę! „Owszem, ona nie dorównuje ci nawet w najmniejszej mierze, ale on woli ją.” Wziął ją i delikatnie pocałował. Natychmiast ją cofnęłam, ale głowę położyłam na jego ramieniu. „Jakbyś nie był żonaty, a ona zakochana i nie kłóciła się z tobą na każdym kroku, to bym powiedziała, że cholernie do siebie pasujecie. Choć inny typ urody. Ona piękna Żydówka, ty, klasyczny mięśniak. Ale jest coś w was, co każe mówić mi, „Idealna para, mimo wszystko.”. No ale nie ma na to chyba żadnych szans, co? Albo i są.” Zaśmiała się Jen, widząc jak kładę moją głowę tym razem na kolanach Chrisa. „Jesteśmy tylko dziwacznymi przyjaciółmi, nic więcej.” Zapewniłam ją, moszcząc sobie gniazdko. „Zgadza się, tylko przyjaciółmi.” Podłożył mi poduszkę pod głowę.
Pożyjemy, zobaczymy. Ok, idę spać, bo już na oczy nie widzę.” Jen ziewnęła, wstając. Poklepała Chrisa po ramieniu i poszła na górę. Spojrzeliśmy się na siebie i zaczęliśmy się śmiać.
Odbiło jej i tyle. Mam żonę i wbrew temu, co sobie ubzdurała, jestem jej wierny.
Jesteś niebotycznie piękna, ale nawet dla ciebie nie zrobił bym wyjątku.” Zapewnił mnie, lekko gładząc po włosach. „No pewnie, ze nie. A ja kocham tego kretyna, Coopera, choć Bóg jeden wie, że w ogóle sobie na to nie zasłużył.” Przytaknęłam mu, ale instynktownie wzięłam go za rękę.
No dobra, pora chyba spać, co?” Szybko się opamiętał, chcąc wstać. „Przecież nie robimy nic złego. Możemy spać tutaj.” Nie pozwoliłam mu. „Sara, lepiej nie. Uwierz mi, tak będzie najlepiej.” Tym razem był bardziej stanowczy. Oboje stanęliśmy na nogi. „Będę spał tutaj. Nie chce mi się wracać do domu. Mam, jak na jeden dzień, dość kłótni z Anną. Niech ochłonie.” Ale nie całkiem chciał wyjść.
No jasne. Może spać na kanapie. Jen zajęła gościnną sypialnię. I nie martw się, ja też nie mam ochoty na jakieś skoki w bok. Ok, nie jestem kobietą Brada, ale chcę mu być mimo wszystko wierna.” Zgodziłam się z nim. Usiadł na niej i ciężko westchnął. Było widać, że jest totalnie podłamany. Podeszłam do niego, objęłam od tyłu i pocałowałam we włosy. Tak jakby nie chciał, żeby szła, ale puścił moją rękę. Kiedy wchodziłam po schodach, wziął koc i ułożył się na kanapie.
Śpij dobrze, misiu.” Wyszeptałam i poszłam do swojego pokoju. Znałam Chrisa od ładnych kilku lat i łączyła nas dość specyficzna przyjaźń. Jen miała rację, bardzo często kłóciliśmy się. Potrafiliśmy nawet to robić na środku ulicy, co paparazzie już nie raz odnotowali. Byłam też świadkiem jego związku z Anną Faris. Zawsze byli szczęśliwi, niemal żadnych kłótni. Taka miłość, o której mówi się, jak z bajki. Ukoronowaniem tego był mały Jack, ich dwuletni synek. Podobny do ojca, jak dwie krople wody! Ale wszystko do czasu. Kiedy kariera Chrisa zaczęła nabierać rozpędu, zaczął grywać w kasowych filmach czyli po prostu stał się gwiazdą dużego formatu, Annie zaczęło coś konkretnie odbijać. Zaczęła być zazdrosna o kobiety, z którymi Chris grał w filmach. Doszukiwała się zdrady dosłownie wszędzie. Wierzyła nawet pismakom i...... przyłożyła Jen w twarz, przy ludziach, oskarżając ją, że rozbija rodzinę! Chris wszystko dzielnie znosił, ale wreszcie nie wytrzymał i coś w nim pękło. Unikał Anny, znajdował sobie powody, żeby nawet nie wracać do domu na noc. Najczęściej spał u mnie. No i zwierzał mi się ze wszystkiego. Było mi go na serio żal. Poza tym, on też mnie wysłuchiwał. Moich irracjonalnych lamentów o Bradzie. Był cicho, aż do dzisiejszego wieczoru. Miał dość patrzenia jak się poniżam. A ja? Miałam ochotę po prostu wtulić się w jego mocarne ramiona i zwyczajnie o wszystkim zapomnieć! Ale on nawet w takiej chwili, był wierny Annie jak pies. Aż mnie skręcało z zazdrości! Na tamtą chwilę, myślałam, że też być z kimś tak wiernym, a tak na serio było zupełnie inaczej. Miałam się o tym przekonać znacznie później.
Kiedy już położyłam się na łóżku, nawet nie przykrywając się, bo upał był nie do zniesienia, zamknęłam oczy i starałam się zasnąć. Ale pogoda, połączona z chęcią bycia z Chrisem,nie pozwalała mi nawet na chwilę tego uczynić. Wierciłam się jak ryba wyjęta z wody.
Nagle usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi. Przewróciłam się na w tą stronę. W progu stał Chris, bez koszulki! Jezu Kochanieńki, ależ on miał ciało! Natychmiast skoczyłam i uklękłam na łóżku. No i już miałam go przy sobie! Spragnieni bliskości, rozgrzani do granic możliwości, niemal rzuciliśmy się na siebie. Całowaliśmy jak szaleni, zdzierając z siebie ciuchy. Ok, za wiele tego nie było.
Mogłam od razu całować jego umięśnioną i spoconą klatkę piersiową. Cały czas spoglądałam się mu, chcąc wiedzieć, czym mam posunąć się dalej. Miał tylko przymknięte oczy, i lekko rozchylone usta. Rozanielona twarz mówiła sama za siebie. Kiedy dotarłam do jego krocza, od razu powstrzymał mnie. Zdziwiona, spojrzałam na niego. Bez słowa położył mnie na łóżku i delikatnie zaczął całować i pieścić moje ciało. Nie zapomniał nawet o najmniejszym kawałku, całując, liżąc. Wygięłam się jak struna, pragnąc jeszcze więcej i więcej. Chris dawał mi co chwila powody, żebym jęczała z rozkoszy. Czułam jego usta na piersiach, brzuchu. Schodził coraz niżej, aż złapał mnie za nogi i położył sobie je na ramionach. Poczułam, jak jego sprawny język wodzi po moim łonie i zawyłam jak szalona. A że nie wspomnę, co się ze mną działo, kiedy dwa palce powędrowały do pochwy. Jezu, miałam ochotę umrzeć. Nawet nie zauważyłam ile razy szczytowałam, następowało to niemal jedno po drugim. Kiedy już zakończył wizytację w mych zakamarkach, mocniej rozchylił moje nogi, naprowadził swój mocno nabrzmiały penis i posiadł mnie jednym, sprawnym ciosem.
Oboje błyskawicznie znaleźliśmy swój wspólny rytm, jakbyśmy nie robili niczego innego przez całe swoje życie. Jakbyśmy tylko na to czekali. Oplotłam go nogami i poszybowaliśmy ku nirwanie spełnienia. Opadliśmy na łóżko, wyczerpani. Spojrzałam się na niego i delikatnie wzięłam jego interes do ręki. Masowałam go, schylając się do niego. Tym razem Chris nie zaoponował i pozwolił mi działać. Zadbałam o to, żeby było mu jak w raju. Przyłożyłam się jak cholera! Kiedy już widziałam, że zaraz eksploduje, odwróciłam się tyłem i uklękłam. Z lekka mnie przygotował i posiadł. Zacisnęłam oczy z bólu, ale tylko przez jakiś czas go czułam. Potem już było szaleństwo.
Uniosłam się i oparłam o niego. Dzięki temu mógł bawić się moją łechtaczką i całować. O mało nie skonałam, jak przyszedł finał. „Nic nie mów. Pogadamy rano. Teraz pozwól mi się cieszyć spokojem i po prostu przytulić się do ciebie.” Zatkałam mu usta, kiedy już było po wszystkim. Pokiwał tylko głową. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i nareszcie zasnęłam. A co było rano?
Ano obudziłam się bardzo wcześnie. Mimo wszystko, Chrisa nie było koło mnie. Westchnęłam tylko i szybko, wyciągając się, wstałam. Narzuciłam na siebie koszulkę i pobiegłam na dół.
Chris siedział w kuchni i był zdenerwowany jak diabli. „Wreszcie jesteś! Sara, tego nie było!
Nie spaliśmy ze sobą! Ja mam żonę i dzieciaka!” Od razu na mnie napadł, jak weszłam.
No jasne! Jakby się Brad dowiedział, to już w ogóle bym nie miała żadnych szans.” Zapewniłam go, choć jak tu szłam, miałam zupełnie c0 innego powiedzieć, a przede wszystkim, znów się znaleźć w jego ramionach, choć na chwilę. „Muszę już iść. Ale było mi bardzo dobrze z tobą. Tylko muszę o tym zapomnieć i to zaraz.” Jednak przytulił mnie do siebie. Nasze usta same znalazły drogę do siebie. Znów świat na chwilę zatrzymał się! Ale żenada! Tandeta! Ale ja na serio czułam coś takiego. Już wtedy uwielbiałam jak mnie całował. Nie chciałam, żeby przerwał. No ale przecież musiał. Tym razem bez słowa wyszedł. Usiadłam przy stole i położyłam głowę na rękach. Nawet nie wiem kiedy, łzy mi zaczęły cieknąć z oczu. Tak bezwiednie, poza moim umysłem. Znużona płaczem, zasnęłam, jak siedziałam. „Chris?” Skoczyłam, kiedy poczułam, jak ktoś gładzi mnie po włosach.
Nie, to ja, Jen. Ej, czemu beczysz? Przecież słyszałam jak się kochaliście.” Blondynka była zdziwiona. „Właśnie, kochaliśmy. Powiedział, że musi o tym zapomnieć, bo ma żonę i dziecko.
No cóż, ja też powinnam, jak mam zdobyć Brada.” Wciągnęłam powietrze w płuca i powoli je wypuściłam. „Może i powinnaś się na tym skupić. W końcu Cooper jest kawalerem i odbicie go tej lali nie jest jakąś wielką sztuką. Wiesz co? Pomogę ci. Jest moim przyjacielem, jakoś pokombinuję, żeby był twój.” Zaproponowała mi, widząc moją minę. „Jesteś kochana. Jeszcze nigdy nie miałam takiej kumpeli.” Powoli dochodziłam do siebie. „No to na co my czekamy? Jazda odbijać Coopera!” Roześmiała się. Mnie jakoś nie było do śmiechu, ale jej zawtórowałam.

Ale numer! To Coop lubi chłopców? Nawet nie wiedziałam, że się znają.” Jen o mało nie zemdlała, kiedy stałyśmy na trawniku posiadłości Brada. „Na to wygląda. To dlatego nie reagował na mnie. Ok, reagował, ale był nieugięty. Może jest Bi. Ale Cumberbatch na pewno jest w jego typie. Ty patrz, jak się bawi włosami Brada.” Sama byłam w tzw. szoku! Przed naszymi oczami rozgrywał się dość niewiarygodny widok. Brad siedział, zaczytany w jakiś papierzyskach, stawiałam na scenariusz, a Ben czytał książkę (Szekspir?). Jego prawa łapka błądziła po karku Brada i bawiła się jego włosami, a jemu to kompletnie nie przeszkadzało. Napiszę więcej, było mu dobrze i wygodnie. „Powiesz mi wreszcie, kochanie, co to jest?” Odezwał się nagle Ben, zerkając przez ramię Brada, na jego materiały. „A co? Chciałbyś dostać rolę? To dlatego śpisz z producentem? Nie da rady. Masz już jedną rolę. Jednego z najważniejszych ludzi w moim życiu.” Zaśmiał się Brad, gładząc Anglika po policzku. Obie z Jen musiałyśmy zatkać sobie usta, żeby nie krzyknąć. No ale jak to bywa w takich sytuacjach, chcesz być niewidzialny, a wszystko stoi ci na drodze i jesteś jak słoń w składzie porcelany. Nie zauważyłam, że za plecami mam wąż od podlewania trawnika i jak nie wywinę do basenu! Dobrze, ze nie wyrżnęłam głową w dno! No ale kaleka Sara nie potrafi pływać, co zaowocowało niemal natychmiastowym tonięciem. A kto zrobił hyc za mną, na ratunek? A jak! Oczywiście, ze nie Brad! Ben złapał mnie i zaczął holować do brzegu basenu, jak rozklekotany gruchot. „Ok, a teraz obie się tłumaczyć, co robiłyście na tyłach mojego domu i filowałyście przez okno, a raczej niezbyt sprawnie się starałyście, co?!” Brad był doprowadzony do ostateczności.
Chciałam tylko jakoś cię podejść, zobaczyć, na co lecisz, żebyś wreszcie się ugiął. No i zobaczyłam! Raczej nie mam szans przy Cumberbatchu. Nie ta płeć, że tak powiem.” Od razu wyjaśniłam, dzwoniąc zębami z zimna. „Co? To wy wszystko widziałyście?” Teraz, dla odmiany, Brad pobladł jak wampir. „No właśnie. Oto reakcja mojego ukochanego, jak ktoś dowiaduje się o nas. A ja, kretyn, już miałem powiedzieć Sophie, że chcę rozwodu. Tak, to było by na tyle.” Ben było załamany na ten widok. Już szedł w kierunku bramy, ale Brad zatrzymał go. „To nie tak. Przecież wiesz, ze kocham cię. Ale jak mam wszystkim opowiedzieć, że jestem z facetem, co? Obaj będziemy skończeni w interesie. Sam zobacz jak wyglądają kariery tych co się przyznali. Matt Bomer na przykład. Nie za dobrze, co? Daj mi trochę czasu. To nie jest takie łatwe.” Bronił się, trzymając twarz ukochanego w dłoniach. „A musicie to robić? Wystarczy, że zaufani przyjaciele będą wiedzieć. Przecież Jen nie poleci do brukowców i nie naopowiada, że jesteście kochankami. Albo wystarczy dodać taki oczywisty fakt, że obaj jesteście Bi. Nie zaprzeczaj, Cooper, widziałam jak reagowałeś na mnie bez stanika. Teraz też się obaj gapicie na mnie jak zwierzynę łowną. Ok, a czy mogę iść do łazienki i wytrzeć się? Zaraz dostanę zapalenia płuc przez te wasze amory.” Byłam wściekła na nich jak cholera. Teraz już rozumiałam, ze Brada to ja na pewno nie zdobędę. Oj, nie! A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. A tyle się napracowałam, żeby to uczynić. Chodzenie na ewenty gdzie był Brad, wystrojona jak najseksowniej się dało. Pobyt w Londynie, z odwiedzaniem go w teatrze.
Byłam tam tydzień i nic! Ludzie, ile razy zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, żeby tylko jakoś się do niego zbliżyć. I nic! Nawet o krok się nie posunęłam! No cóż, wiele mi wyjaśniało choćby spojrzenie na Bena. Oparł czoło o Anglika i dosłownie chłonął jego zapach. „Co ty na to? Zrobimy tak?” Zamknął oczy, czekając na odpowiedź. „Czemu nie? I chyba jednak powiem Sophie, że to koniec. Mam nadzieję, że mi nie zabroni widywać Christophera. W końcu to mój syn.” Ben aż piał z radości. „Byliście 17 lat przyjaciółmi, więc pewnie nie będzie tak źle.” Brad złapał go za ręce.
Jezu, Sara, oczywiście, ze leć do domu. I masz rację, jestem Bi. Wyglądasz bardzo apetycznie w tych mokrych ciuszkach.” Lekko przygryzł wargę. „Dzięki. Trzeba przyznać, ze ten twój Angol jest niezły.” Uniosłam lekko brwi, idąc do środka. Kiedy tak się suszyłam, do łazienki zajrzała Jen.
Ale jazda. Jeszcze nie dotarło do mnie, że oni są parą.” Usiadła na szafce koło umywalki. „Ale sama przyznasz, że pasują do siebie? Obaj bardzo seksy i męscy. Taka Brangelina wśród gejów czy tam Bi. Ok, jestem już jako tako sucha. Idziemy do nich.” Odwiesiłam ręcznik na wieszak. Schodząc na dół, zobaczyłyśmy coś, co już całkiem nas utwierdziło, że ta dwójka na serio się kocha. Całowali się w najlepsze! Brad wręcz rozpływał się w ramionach ukochanego, czule gładząc go po plecach. Ten zboczył troszkę na lewo i lekko ssał mu szyję (malinka jak marzenie!). Brad aż jęknął z rozkoszy.
Ok, nie będziemy już wam przeszkadzać i spadamy.” Odezwałam się, z lekka zażenowana.
Nie no, zostańcie. Póki co, na więcej nie może liczyć. Za jakiś czas muszę iść do miasta, pozałatwiać sprawy. Siadajcie. Chcecie coś do picia?” Zapytał się Brad, odsuwając Bena od siebie. „Może być to twoje słynne bezalkoholowe mochito. A dla niej woda, bo ma kaca po wczoraj.” Szturchnęłam Jen, siadając koło Bena. Na serio Anglik wpadł mi w oko. Jego głos! Nogi mi miękły i nie powiem, gdzie robiłam się mokra, kiedy zaczynał cokolwiek mówić, aż zaciskałam nogi i macicę, żeby zwyczajnie nie rzucić się na niego. Ludzie kochani, on mógłby czytać instrukcję obsługi traktora i tak było by to seksy. A poza tym, te ruchy, dłonie. Ok, mówiąc krótko, wyjątkowo seksowny i przystojny facet, w bardzo niekonwencjonalny sposób. Doskonale rozumiałam, dlaczego Brad poleciał na niego, choć wcześniej nie miał żadnych tego rodzaju związków. Był w stu procentach hetero. „A jak to się zaczęło? Kiedy zaczęliście się widywać?” Zapytałam się, biorąc szklankę od Brada. „Rozumiem, że Ben ma opowiadać?” Widział jak reagujemy z Jen na każde słowo wypływające z ust jego faceta.
No dobrze, więc ja. Boże Kochany, dziewczyny, zaraz zjecie mnie wzrokiem. Dajcie już spokój.
Od czego by tu zacząć? Otóż Brad przyjechał parę miesięcy temu do Londynu, w sprawie swojej sztuki, na West Endzie, a konkretnie, w Theatre Royal Haymarket. Byłem wtedy już jakiś czas po tym nieszczęsnym ślubie i siedziałem w pubie, zapijając smutki w Whisky, a on przyszedł spotkać się z kumplem. Od razu go zauważyłem, jak śmiał się, rozmawiał z nim. A ja byłem coraz bardziej pijany. Kiedy wychodził do domu, trzeźwy, bo jak wam wiadomo, nie pije od lat, ja byłem już tak pijany, ze ledwo trzymałem się za barem. Widząc to, zaproponował, że odwiezie mnie do domu.
Nie chciałem się tam pokazywać w takim stanie, więc postanowił, że przenocuję u niego, w hotelu. No i wylądowałem u niego, na kanapie. Tak jakoś się wszystko zaplątało, za dobrze tego nie pamiętam, że pocałowaliśmy się. Na początku było uroczo, ale wyrwał mi się. Potem było bla, bla, że on taki nie jest i żebyśmy o tym zapomnieli.. Wiecie, takie tam gadanie heteryków, po takim czymś. Ok, poszliśmy spać. A było w nocy? Dośpiewajcie sobie same, bo jestem zbyt zawstydzony, żeby opowiadać o czymś takim. Powiem tylko, że było mi cudownie. Kiedy rano się obudziłem, owszem, miałem kaca, ale na pewno nie moralnego. Leżałem w ramionach cudownego mężczyzny i miałem gdzieś, że zdradziłem Sophie i że jakby opinie publiczna się dowiedziała, to obaj byli byśmy skończeni. Dla mnie liczyło się, ze od bardzo dawna nie czułem się tak dobrze.
Potem przegadaliśmy cały ranek, umawiając się, ze raczej się to już powtórzy. Kiedy Brad wrócił do Stanów, na serio tęskniłem za nim, chciałem, żeby jak najprędzej nastał maj, bo wtedy przyjedzie na dłużej, a ja już będę uziemiony w Londynie, na próbach i urodzi się za chwilę mój syn. Chodziłem jak w jakieś malignie, nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca. Jak tylko wreszcie nastał ten dzień, od razu ruszyłem do tego samego hotelu, gdzie Brad zatrzymał się wcześniej, Nie byłem pewien, czy znów tam będzie, Bałem się zadzwonić jak człowiek i zapytać się. Bałem się odtrącenia. Ale jakże się pomyliłem. Jeszcze na mnie nawrzeszczał czemu wcale się od niego nie odezwałem przez cały czas. Wylądowaliśmy w łóżku i znów było jak w raju. Wiem, trąci Brokeback Mountain. Oni mieli swoje górskie pustkowie, a my mamy swój własny Londyn. Cóż ja poradzę, że nasza miłość przypomina tamtą? Przez cały pobyt Brada, czyli od maja do sierpnia, widywaliśmy się jak najczęściej się dawało. Dosłownie codziennie. Musiałem stawać na wyżynach wyrafinowanego kłamstwa, żeby Sophie o niczym się nie dowiedziała. Lekka przerwa nastąpiła w chwili, kiedy urodziła. Na jakiś tydzień. Wiecie co? Brad był pierwszym, cichym, gościem, którego zaprosiłem, żeby zobaczył Christophera. I wiecie co jeszcze? Jak Boga kocham, czułem się, jakbyśmy to my byli rodzicami małego, a nie ja i Sophie. Rozczulił mnie widok, kiedy trzymał go na rękach. Mam nawet zdjęcie, ale na komputerze, bo tu by Sophie znalazła i kłopoty gotowe. Zresztą mam całe tony fot Brada z jego pobytu u mnie. Ale wszystko w zabezpieczonym hasłem folderze. Tylko dla moich oczu. Są dla mnie jedyną radością, kiedy nie jesteśmy razem. Ot, i cała historia naszej znajomości, miłości. Teraz jestem tu na krótko, konkretnie, na trzy dni i wracam do Londynu.” Ben, skończył opowiadać, ocierając łzy, które potoczyły mu się z oczu. „Jadę z tobą. Mam teraz jeszcze trochę wolnego. Dopiero w grudniu zaczynam kręcić film. Zakończyłem pokazówkę z Iriną i jestem wolny do tego czasu, Najwyżej jeszcze parę razy się z nią pokażę i ogłaszam koniec „związku”. Wtedy już nic nas nie rozdzieli. Będę cały twój, kochanie.” Brad ukląkł przed nim. „Serio? Nie wiesz nawet jak mnie w tej chwili uszczęśliwiłeś.” Ben też zsunął się z kanapy. Boże Kochany, jak oni wyglądali?
Aż obie z Jen popłakałyśmy się. Obie przytuliłyśmy się do siebie, becząc. „Ok, nawet na „Pamiętniku” tak nie ryczałam. A wiecie jaka jest różnica między wami a Jackiem i Twistem z Brokeback Mountain? Wasza historia ma szansę i to realną, żeby się zakończyć szczęśliwie.” Zapewniłam ich, chlipiąc w rękaw bluzy Jen. „Dajcie jakieś chusteczki, bo zaraz będę cała mokra.” Poprosiła blondynka, wycierając rękawem nos. „O cholera, Sophie. Po co ja ją tu przywlokłem za sobą? Ok, potrzebowałem zasłony dymnej. Śledziła mnie, czy jak?” Ben o mało nie zemdlał, jak zobaczył swoją ślubną przez okno. „Możesz mi powiedzieć, co ty, do licha, tu robisz?! Od jakiegoś czasu chodzę za tobą, bo już nie wiem co mam robić! I co ja widzę?! Za każdym razem jedziesz do niego! Czy ty, do cholery, masz z nim jakiś romans, czy co?!” Wrzeszczała, wściekła, na środku trawnika. „Uspokój się, kretynko. Nie tutaj. Porozmawiamy w środku.” Ben złapał ją za ramię i pociągnął do środka. „On nie ma romansu z nim, tylko ze mną. Od jakiegoś czasu spotykamy się. Brad udzielał nam schronienia przed tobą” Wypaliłam, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć. Lepiej żeby cała złość skupiła na mnie, a nie na nich. No i długo nie musiałam czekać. Bez słowa podeszła i jak nie strzeli mnie z liścia! Ok, poniekąd zasłużyłam sobie. W jej oczach wlazłam jej małżeństwo i rozwalałam je. Ben i Brad gapili się na mnie z rozdziawionymi buziami.
A Jen natomiast nie była tym w ogóle zdziwiona. Wiedziała, jak wielką mam słabość do Brada, bo miłością tego nazwać się nie dało, ale o tym sama jeszcze nie wiedziałam. Nie dała bym go skrzywdzić nikomu i nigdy! „Ty cholerna dziwko! My nawet rok nie jesteśmy małżeństwem, a już go ciągniesz do łóżka! Nie podaruję!” Już miała rzucić się do bicia, ale Ben nie dał jej. „Jak ją tylko dotkniesz, to już nigdy nie zobaczysz Christophera, już ja o to zadbam. Wyraziłem się jasno? I jeszcze jedno. Żądam rozwodu. Mam już dość tej farsy, jaką jest to nasze tak zwane małżeństwo. Zdradzam cię od niemalże samego początku. Wszyscy na mnie wsiedli, kiedy okazało się, że zaszłaś w ciążę, żebym się z tobą żenił. A ty dla mnie zawsze byłaś tylko i wyłącznie przyjaciółką. Na serio nie pomyślałaś, że jak przez 17 lat nic między nami nie było, to i teraz nie będzie? Nie kocham cię i nigdy cię nie kochałem.” Ben był bardzo konkretny, zimny jak stal rzeźnickiego noża. Ok, nawet trochę za bardzo, ale rozumiałam go. W końcu już tak długo żył w czymś, co od samego początku nie powinno mieć miejsca. „Jak to, rozwodu? Jeśli tylko wniesiesz o niego, to ja od razu idę do pismaków i opowiadam, jaka z ciebie skończona świnia, zresztą zgodnie z prawdą. Więc dobrze się zastanów. Aha, i jeszcze jedno. Nie omieszkam dodać kogo rżnąłeś za moimi plecami i jak długo. Więc i ta dziwka będzie miała ostro przesrane, za przeproszeniem.” Sophie nie była wcale lepsza.
Kochanie, ty to robisz, a ja wnoszę o całkowitą opiekę nad Christopherem i uwierz mi, wygram ją. Nie zapomnij jakie mam znajomości, czy raczej moja rodzina ma. Nie chcę ci go zabierać, ale jak skrzywdzisz Sarę, to ja uderzę w twoją najczulszą strunę, bo małego kochasz i jesteś bardzo dobrą matką. Chcę po prostu cichego, w miarę spokojnego rozwodu, bez orzekania win. To wszystko.” Ben nadal mówił w tym samym , niemal urzędniczym tonie, ale było powoli widać, że nerwy za chwilę mu puszczą. „Nie zrobisz tego! Nie zabierzesz mi dziecka! I co? Ta szmata ma je wychowywać?!” Teraz to Sophie już była przerażona. „Sprawdź mnie.” Ben mocno trzymał fason. „Dobrze, dostaniesz ten swój zasrany rozwód, ale nie dam ci syna. I poczekamy gdzieś do października, bo chyba nie chcesz aż takiego skandalu, co?” Wreszcie odpuściła. „Niech i tak będzie. Do zobaczenia w Londynie, kochanie.” Tu już był ostro sarkastyczny. Kiedy tylko wyszła, trzaskając tak drzwiami, ze o mało z futryny nie wyskoczyły, a obrazki ze ścian nie pospadały, Ben od razu wypuścił powietrze z płuc, tak jakby cały czas je tam trzymał, żeby do końca nie odpuścić. Po chwili roześmiał się na całe gardło. Było czuć, że wreszcie czuje wolność, której od tak dawna marzył. Złapał mnie w ramiona i tak mocno uściskał, że o mało tchu nie straciłam. I podniósł do góry, okręcając się wokół własnej osi. Kiedy mnie puścił, podszedł do Brada i zaserwował mu taki pocałunek, ze obie z Jen aż westchnęłyśmy, rozmarzone. „No dobrze, kochanie i wy, moje kobietki, ale ja muszę do miasta, bo za chwilę będę na serio mocno spóźniony. Z tobą widzę się wieczorem, a z wami tak szybko jak się da. Do potem.” Brad pocałował ukochanego i dał po jednym pocałunku dla nas w policzki.
Kiedy wyszedł, widzieliśmy jak szedł zwyczajnie tanecznym krokiem i zdaje się, że coś tam sobie nucił pod nosem. No i czy ja nie jestem wyrocznią delficką? Czy ja nie przewidziałam szczęśliwego zakończenia? No ale przecież jeszcze ja zostałam, prawda? Kiedy już emocje opadły, usiadłam i jakoś mnie też nerwy puściły. Zaczęłam strasznie płakać. Aż się zanosiłam od histerycznych szlochów. „Kochanie, co się stało? Czemu płaczesz? To dlatego, że kochasz Brada i ja ci go zabieram, w jakimś sensie? W końcu coś tam, kiedyś między wami było. Jeśli tak, to przepraszam, ale inaczej nie potrafię. Za bardzo go kocham.” Ben starał się jakoś pocieszyć, nie wiedząc o co chodzi. A ja nagle sobie uświadomiłam, że nigdy nie będę taka szczęśliwa, jak są oni dwaj.
Nie miałam na to najmniejszych szans, takie miałam wrażenie. Wtuliłam się w jego ramiona i dalej beczałam. Powoli jednak ciepło tej oazy spokoju i kołysanie jak małą dziewczynkę, powodowało, ze uspakajałam się. Chwyciłam jego koszulkę w piąstkę i zwyczajnie zasnęłam. Spałam tak do rana, choć kiedy zasypiałam, było popołudnie. Czułam tylko, że Brad bierze mnie na ręce i zanosi do gościnnej sypialni. Poczułam jego wodę po goleniu. Bezwiednie, jakby przez sen, zarzuciłam mu ręce na szyję i nie puściłam nawet kiedy już leżałam na łóżku. Rad, nie rad, musiał się koło mnie położyć. Ben przykrył nas kocem i sam się położył z drugiej strony. „Wszystko będzie dobrze, skarbie.” Jakoś jeszcze do mnie dotarło. Potem już odpłynęłam w niebyt królestwa Morfeusza.
Kiedy obudziłam się bardzo wczesnym rankiem, obaj panowie jeszcze smacznie chrapali, a ja byłam przytulona do Brada, a Ben leżał ze mną na łyżeczkę. Muszę przyznać, ze czułam się całkowicie bezpieczna i chroniona. Delikatnie pogładziłam Brada po policzku. „O, już nie śpisz. Lepiej już ci?” Zapytał się, zaspany. „Tak, jak najbardziej.” Odparłam i lekko musnęłam jego usta. Najpierw spojrzał się na mnie zdziwiony, ale potem już konkretnie mnie pocałował. Od razu mi się przypomniało, jak genialnie całuje. Mało który był w stanie go w tym przebić. Rozpłynęłam się jak masło na patelni. Mało romantyczne porównanie, ale adekwatne do sytuacji. Mimowolnie wsunęłam rękę pod jego koszulkę i zaczęłam gładzić jego brzuch. Jakby na zawołanie, czułam usta Bena na szyi. Oparłam się o niego i odszukałam tym razem jego kształtne usta, stworzone do pocałunków. Miał słodkie i lekko wilgotne. Zatopiłam się w nich, pomrukując, zadowolona.
Jesteś tego pewna?” Upewnił się Brad, kładąc mnie z powrotem na łóżku. Bez słowa chwyciłam go i przyciągnęłam do siebie. Chciałam o wszystkim zapomnieć, a oni byli tacy rozpaleni i gotowi na wszystko. Tutaj nie było mowy o wstydzie, zażenowaniu czy hamowaniu się z czymkolwiek.
Po prostu szliśmy na całego. „Zwiąż mnie.” Zarzuciłam ręce nad głowę, przy bezgłowiu łóżka.
Oczy Brada zrobiły się okrągłe jak pięć centów. Chciał coś powiedzieć, ale Ben, zirytowany zachowaniem ukochanego, wyjął pasek ze spodni i solidnie przywiązał mnie. „Wiesz na co się piszesz? Tak? Zapamiętasz to na długo i wrócisz po więcej, mała dziwko.” Głos Bena był jak czekolada, choć mówił mocne słowa. Tylko od tego robiłam się mokra i gotowa na każdy ich rozkaz. „A skąd wiecie, ze ja chcę?” Zaoponował za to Brad. „Bo zrobię wszystko co mi każesz.” Powiedziałam wprost. I szybko tego pożałowałam. „Kazał ci się ktoś odzywać, dziwko?” Ben złapał mnie za gardło i ścisnął. Pokręciłam tylko głową, bo i tak bym słowa nie wykrztusiła, tak mocno trzymał. Ale puścił. „Zobaczmy co ona dla nas tam chowa. Jezu, nie bądź taki grzeczny, kochanie. Sam zobacz.” Zachęcił Brada, robiąc mu miejsce. Lekko się ociągając, usiadł na moim brzuchu. Złapał za dół bluzki i konkretnie nią szarpnął. Rozdarła się cała, a stanik spotkał taki sam los. „Zapomniałem już jakie ma cycki. Wielkie jak cholera.” Ściskał je niemal z całej siły, przygryzając sutki. „Przyjemności potem. Trzeba ją rozebrać do końca. Ciekawe jaka jest mokra i tylko czekająca, żeby któryś z nas wsadził jej kutasa.” Ben odsunął go. Tym razem obyło się niszczenia ciuchów. Spodnie zdjął mi i rzucił w kąt. Za to majtki podarł w drobne kawałki, bo guma nie chciała puścić. Aż zawyłam jak jego palce zawędrowały do mojej pochwy. Szybko nimi poruszał, doprowadzając mnie do szału. Kiedy przerwa ł, podsunął mi je do ust i wsadził je tam. Poczułam jak sama smakuję. Już miałam coś powiedzieć, ale pokręcił tylko palcem, zabraniając. Rozwiązał mnie, odwrócił na brzuch i znów związał. Kazał mi uklęknąć i wypiąć tyłek, co błyskawicznie zrobiłam.
Chyba nie chcesz jej przyłożyć? Na to to ja się nie piszę.” Brad od razu wiedział o co mu chodzi, kiedy ten podszedł do mnie i nawet raz uderzył w pośladek. „Ok, kochanie, zapytajmy jej czy ma na to ochotę. Więc jak? Chcesz lanie, dziwko?” Ben złapał mnie za twarz. „Tak, chcę. Proszę, zbij mnie, Ben.” Aż jęczałam, mówiąc to. „Ale nie pasem, dobra?” Poprosił Brad, troszkę przestraszony.
Nie, no co ty? Co ja jestem? Jakiś cholerny Grey? Dostanie jak Bozia przykazała, ręką.” Zaśmiał się Ben, już się zamachując do bicia. No i dostałam i to solidnie! „Mogę o coś poprosić?Au!” Zapytałam w trakcie. „Możesz. Jesteś grzeczna, więc to będzie nagroda.” Zgodził się łaskawie. „Niech Brad też mi przyłoży!” Prawie krzyknęłam, wypinając siedzenie. „Ale tylko raz. Ja tak nie potrafię jak Ben. Nawet go od tej strony nie znałem. Ale wiesz co? Podnieca mnie to.” Głos Brada łamał się od podniecenia. I poczułam razy, które spowodowały, że nie czułam już bólu, tylko coraz większą ekstazę. Po prostu najzwyczajniej nie wytrzymałam i lekko popuściłam. A Brada dopadł taki szał, ze Ben dosłownie musiał mu pomóc zdjąć spodnie, bo by je rozszarpał. Nawet nie poczułam bólu, kiedy wziął mnie w posiadanie, tak byłam podniecona. Chwycił mnie za włosy i parł jak szalony. Oboje wydawaliśmy z siebie takie odgłosy, że rasowe porno gwiazdy by się ich nie powstydziły.
W tak zwanym międzyczasie, Ben podszedł do mnie i złapał za rękę. Położył na penisie i pokazał mi o co chodzi. Dzięki temu wszyscy troje mieliśmy cudowny szczyt. Kiedy już lekko emocje opadły, Anglik odwrócił mnie z powrotem na plecy. I żeby nie było tak miło, znów moje ręce były związane. Tym razem jednak panowie zostawili mnie w spokoju i zajęli się sobą. Nareszcie zobaczyłam, jak Ben potrafi lubieżnie całować ukochanego. Szybko pozbyli się reszty ciuchów, która im zawadzała. Ben zaczął całować, pieścić klatkę piersiową Brada, schodząc coraz to niżej. Nie miał najmniejszych oporów, żeby przed nim uklęknąć. Penis Brada, sporych rozmiarów, był odpowiednio wypieszczony i zadbany przez jego kochanka. „Boże, jak mi cudownie.” Jęczał, wręcz napierając na twarz Bena. Kiedy było widać gołym okiem, że już dostatecznie gotowy, Anglik stanął w nogach łóżka i złapał się poręczy. Zacisnął oczy, kiedy Brad, bez najmniejszego przygotowania ukochanego, wszedł w niego. Parł jak wariat, nie zważając na fakt, ze przez dobrą chwilę zadaje mu ból. Ale potem twarz Bena była wręcz rozanielona i pełna pasji. Obaj doskonale znali swój własny rytm i odnaleźli go natychmiast. Koniec był skwitowany wręcz okrzykami ekstazy. Ech, jeszcze nigdy w życiu nie byłam świadkiem gejowskiego aktu na żywo. O mało nie skonałam z podniecenia! Kiedy ich emocje opadły, Ben podszedł do mnie i rozwiązał mi ręce. Pocałował mnie po raz pierwszy tego wieczoru. „Pragnę cię. Tak bardzo cię pragnę.” Usiadłam na łóżku i rozstawiłam nogi, jak tylko najszerzej potrafiłam. Ben zrozumiał, że te słowa były skierowane do niego. Usadził się wygodnie między nimi. Czułam, jak jego jeszcze mocno nabrzmiały interes wchodzi we mnie. Jęknęłam i oplotłam go nogami. Całując się jak szaleni, zaczęliśmy dziki taniec ciał. Krzyczałam jak opętana, kiedy już byłam na końcu tej drogi. Ben tylko mi zawtórował. Nie wychodząc ze mnie jeszcze kilka razy poruszył się, leniwie i czule, co było czystym przeciwieństwem tego poranka. Zaśmialiśmy się, leżąc obok siebie. „No, kochany, masz wielki skarb u boku. Znakomity kochanek. Można by powiedzieć, ze wytrawny, gdyby nie fakt, że dostałam od niego po tyłku i ostro mnie zwyzywał. Jakbyście tylko zechcieli, to bardzo chętnie uzupełnię wasz team. Ale nie narzucam się.” Zaproponowałam, bawiąc się włosami Bena. „Ja tam jestem za. A ty, kochanie?” Brad od razu się zgodził, zadowolony, ze wyszłam z tą propozycją. „Nie no, naturalnie, moi kochani.” Ben zachowywał się jak rasowy Angol, co spowodowało, że z Bradem zaczęliśmy się rechotać jak idioci. Ben zawtórował nam. Leniwy poranek, nigdzie żadne się nie spieszyło. Na tamtą chwilę, takie rozwiązanie zadowalało mnie. Ale na krótko.
Sara, tak nie można! Musisz wreszcie coś zjeść! Od kilku dni żyjesz prawie powietrzem!” Brad załamywał ręce, z rozpaczy, jak patrzył, kiedy po raz kolejny odsuwam talerz z jedzeniem. Specjalnie dla mnie gotował, starał się, żeby te potrawy były smaczne i takie jak lubię. Ale ja nie miałam na nic ochoty. Nie chciało mi się nawet żyć. Po prostu chciałam przestać istnieć.
Od pamiętnego poranka, żyłam z Benem i Bradem w swojego rodzaju związku. Było mi z nimi bardzo dobrze. A już najbardziej z Anglikiem. Był, w moich oczach, zwyczajnie uosobieniem idealnego faceta, ale..... Nie kochałam go, a nawet blisko tego nie byłam. Stosunki między chłopakami i mną były stricte erotyczne, a poza tym, tylko i wyłącznie przyjaźń. Natomiast serce oddałam komu innemu i przekonałam się o tym na jednej z imprez branżowych, że tak to określę, czyli po prostu na jednej z kolei premier filmowych. Poszłam tam z Bradem, żeby nie było plot.
Już dawno „zerwał” z Iriną i teraz musiał się pokazywać z inną „zdobyczą”, żeby nie dokopali się do niego i Bena. A ten, póki co, dotrzymywał słowa danego Sophie i czekał do wyznaczonego terminu, z rozwodem. No ale wracając do moich spraw sercowych, to o mało serce mi nie pękło, jak ujrzałam....Chrisa ze swoją Anną, przytulających się do siebie i nawet całujących się. Brad musiał mocno mnie złapać za rękę, bo bym chyba upadła. Czułam jak nogi się pode mną uginają.
Czyli pogodzili się.” Powiedziałam tylko, starając się nie rozpaść się na kawałki, na oczach wszystkich. „Na to wygląda. Sara, ale oni są małżeństwem i mają dziecko. Muszą choć postarać się to poskładać do kupy. Nie możesz mu mieć tego za złe.” Brad starał się jakoś mnie pocieszyć, ale na wiele to się nie zdało. Cały wieczór byłam jak w innym świecie, kompletnie mnie nie obchodziło co się wokół mnie dzieje. Automatycznie się uśmiechałam do aparatów i stroiłam odpowiednie pozy. Taka lalka na baterie i tyle. Cały czas szukałam wzrokiem Chrisa i pragnęłam, żeby choć na mnie spojrzał. Odkąd mnie zauważył, unikał tego jak tylko mógł. Ale te chwile, kiedy mu się nie udawało, pokazywały mi, jak jest na serio sprawa się ma. Widziałam w jego oczach co czuje. Widziałam MIŁOŚĆ! On mnie kochał! Mnie, a nie swoją wychudzoną żonkę! To dlatego unikał nawet kontaktu wzrokowego. Żeby wszystko nie runęło jak domek z kart. Za każdym razem jednak u mnie topniała ta bariera, kruszył się mur, jaki też starałam się utworzyć. „Spotkajmy się za 5 min w damskim kibelku.” Tak brzmiał sms, jaki mu wysłałam, modląc, żeby nie miał wyłączonej komórki.
Muszę wiedzieć.” Powiedziałam do Brada, widząc jego minę. Pokręcił tylko głową, nie za bardzo zadowolony. Pognałam w umówione miejsce, cała roztrzęsiona. Jak tylko wszystkie dziewczyny wyszły, włącznie z Jen, która też przyszła na imprezę. „No co ty, z Bradem tutaj będziecie urzędować? A, chyba raczej nie. Do potem, Chris. Z tego wszystkiego nie zapomnij, że musimy zrobić sobie obowiązkowe focie. Popilnuję drzwi, żeby wam się ktoś nie wpakował w trakcie.” Od razu zrozumiała, kiedy zobaczyła na kogo czekam. Kiedy tylko zamknęły się za nią, rzuciliśmy się na siebie. Całowaliśmy się jak szaleni, zapominając o Bożym świecie. Nareszcie czułam, że to są te ramiona i te właściwe usta, a co najważniejsze, ten jedyny facet, z którym chcę być chyba już do końca życia! Niczego więcej nie potrzebowałam do szczęścia. W jednej chwili to zrozumiałam. W jednej, magicznej chwili. „Kocham cię.” Wyszło z moich ust. „Ja ciebie też. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Od tamtej nocy, nie potrafię o tobie zapomnieć, a Bóg mi, cholera, świadkiem, że na serio się starałem. Jak zobaczyłem cię z Cumberbatchem na tych romantycznych fotach, to o mało mnie szlag jasny nie trafił. Miałem ochotę skuć mu tego angielskiego ryja. Ale musiałem się powstrzymać. To dobrze, że jednak kogoś masz, kto cię kocha. Ja nie mogę ci dać tego wszystkiego, co bym tak bardzo chciał. Nie możemy być razem. Wybacz mi, kochanie.” Odsunął mnie od siebie. Wyszedł zdecydowanym krokiem, a dla mnie skończyło się życie. Nawet nie wiem kiedy, ale straciłam przytomność. „Sara! Niech ktoś mi pomoże!” Usłyszałam tylko Jen, w ostatniej chwili i poczułam jak mnie łapie, żebym nie upadła na ziemię. Potem była już tylko ciemność. „Jezu, Lawrence, nie drzyj się. Przecież widzisz, że już otwiera oczy. Lepiej leć po Coopera, widziałam go gdzieś w pobliżu. No idź!” A to było pierwsze, co dotarło do mnie, jak świadomość wróciła. Głos i niebieskie oczy nade mną, należały do innej mojej bardzo dobrzej kumpelki, Natalie Dormer. „Chris. Gdzie on jest?” To jedyne co byłam w stanie powiedzieć. „Już, kochanie, będzie dobrze. Nie ma go już. A to nas spietrałaś, jak tak padłaś jak kłoda. Wiem, wiem, boli jak cholera. Słyszałam jak do ciebie mówił. Tylko spokojnie! Nie masz co go szukać! Sara!” Krzyknęła, jak skoczyłam na równe nogi.
Nie słuchałam jej, tylko wybiegłam na zewnątrz. Akurat wtedy, jak Chris zbierał się do wyjścia, z żonką! Ręce Brada nie pozwoliły mi się do reszty ośmieszyć. Trzymał mocno i tak, żeby nie było widać, że chcę mu się wyrwać. „Zachowaj fason. Potem będzie tego pełno w gazetach, necie i sam Czort wie gdzie. Ty tych ludzi znasz. Nie rób popisu przed nimi.” Jego głos był spokojny, ale nieznoszący sprzeciwu. Dobrze go podszkoliliśmy z Benem w trakcie naszych igraszek rodem z Greya! Musiałam go posłuchać! Po chwili puścił mnie i odwrócił przodem do siebie. Przytulił jak tylko potrafił najmocniej, a zarazem najczulej. „Tak bardzo go kocham.” Wyszeptałam, starając się nie płakać. „Ok, pora na ewakuację. Zawiozę beksę do domu.” Uznała Nat, widząc, ze zanosi się na fontannę z moich oczu. „Nie trzeba, skarbie. Ona mieszka od jakiegoś czasu u mnie.” Wyjaśnił jej Brad, zabierając od niej moją torebkę. „Chwileczkę, przecież ona kręci z Sherlockiem, o ile się nie mylę. To jakim cudem mieszka z tobą?” Oczy jej o mało z orbit nie wyszły. „Nie pora, ani miejsce, żeby ci to tłumaczyć. Jeśli chcesz, to jedź z nami. Jen, zabierasz się?” Zbył ją dość obcesowo jak na mój gust. Wtedy jednak mało mnie to obchodziło. „Tak, jasne, jadę. A ty nie graj księżniczki, tylko jazda wspierać Sarę w ciężkich chwilach.” Jen pogoniła Nat. Ta, dalej nic nie rozumiejąc, ruszyła za nami. Nawet za bardzo nie pamiętam samego powrotu do domu. Jakieś pojedyncze obrazy, zdarzenia. Wtuliłam się w Brada, podkurczając nogi i to wszystko. Jak tylko zjawiliśmy się w domu, od razu pobiegłam do sypialni. „Hej, co się stało? Może mi ktoś powiedzieć?” Ben był mocno zdezorientowany, jak to zobaczył. „Nic, ja po prostu umarłam.” Spojrzałam się na niego. Jak mi potem opowiadał, rzeczywiście, miałam martwe oczy. „Spotkali się z Prattem i doszło do konfrontacji. Najpierw było buzi, buzi, romantyczne wyznanie miłości z obu stron, a na koniec treser dinusiów, wysadził z grubej rury, że na jakiekolwiek coś więcej, to Sara nie ma co liczyć.
No i jakby Jen jej nie przytrzymała to rąbnęła by jak kłoda. Mało też nie poleciała za nim, ale twój kumpel powstrzymał ją jak należy. No a teraz pora chyba na rozpacz pełną gębą. Przykro mi, Sherlock, ale ona raczej cię nie kocha.” Nat współczująco poklepała Bena po ramieniu. „Ja też jej nie kocham, a przynajmniej nie tak jak ona kocha Pratta. Jestem z kimś innym, ale nie teraz o tym. Idę do niej, a temu treserowi z Bożej Łaski to już pokażę, jak go spotkam.” Odgrażał się, idąc za mną do sypialni. A co ja zrobiłam? Nawet się nie rozebrałam, tylko położyłam się do łózka i zwinęłam w kłębek, przykrywając się kocem. Ben, długo się namyślając, położył się koło mnie.
Teraz to już w ogóle nic nie rozumiem. Jeśli nie są razem, to czemu mieszka z nim, i to u ciebie? Dobra, chyba jest już tak późno, że umysł mi jakoś inaczej funkcjonuje. Idę do siebie. Przyjdę jutro, jeśli mogę?” Zapytała się Nat, nieźle zakręcona na to co widziała. „Ok, jak obiecasz, że nikomu nie wygadasz jak przekupa, to ci wszystko wyjaśnię.” Brad od razu wysadził, jakby go coś tknęło.
A jak myślisz? Oczywiście, że będę cicho. W końcu Sara to moja jedna z najlepszych przyjaciółek, a ciebie bardzo lubię.” Potargała go za brodę, jak małego chłopca. „No to chodźmy na dół, a ona niech się prześpi.” Lekko ją popchnął w stronę drzwi. Kiedy już wyszli, rzeczywiście sen jakoś mnie zmorzył. Powoli oczy same mi się zamykały. Ramiona Bena zawsze działały, działają i chyba będą działać jak najlepsza kryjówka i oaza. Cisza pokoju, miarowy jego oddech, ciche tykanie zegara na ścianie, kołysały mnie do snu jak kołysanka. „To wy jesteście gejami?!” Okrzyk Nat z dołu z lekka to zaburzył. Oboje z Benem zaśmialiśmy się niemo. No ale już po chwili, wróciłam do zasypiania.
I tak zaczęła się moja egzystencja, bo inaczej tego nazwać się nie da, z dnia na dzień. Byłam tylko cieniem kobiety, którą byłam wcześniej. Ta sama twarz, powiedzmy, jeśli nie liczyć, że miałam zapadnięte oczy i bardziej ostre rysy. To samo ciało, nie licząc paru kilogramów mniej. Ale w środku byłam pusta. Nie było nic, poza bólem, który rozrywał mnie na kawałki. Całe dnie spędzałam na snuciu się po domu, siedzeniu w oknie czy łóżku. Sporo czasu spędzałam też w sieci, ale z niewieloma osobami w ogóle rozmawiałam. W realu tylko z Benem, Bradem i dziewczynami. Wszyscy byli mocno przerażeni, tym co się ze mną dzieje. Próbowali mnie jakoś postawić do pionu, ale za bardzo im to nie wychodziło. Ale co tam dnie. Najgorsze były noce. Mało spałam, ale jak już udało mi się zasnąć, potrafiłam się budzić z krzykiem. Rzucałam się po łóżku jak szalona, tak jakby ktoś wyrywał serce prosto z piersi. Nadal mieszkałam u Brada, więc obaj z Benem też często nie spali. Jak tylko się zaczynało, przede wszystkim Brad leciał do mnie, żeby jakoś mnie uspokoić, ale wiele to nie dawało. Starał się mnie tulić do siebie, ale go odpychałam, nie chciałam. Dopiero kiedy sama się z siebie przestawałam, wtulałam się w niego i tak do rana nawet na milimetr się nie ruszałam. On, z czasem, zasypiał, a ja słuchałam tylko jak sercu mu bije i ogarniał mnie spokój.
Ale przestawało to działać. Zdesperowany Brad nie wytrzymał, za którymś razem i złapał mnie w ramiona. Zaczął całować, a ja zszokowana, nie reagowałam. Dopiero po chwili pchnęłam go na łóżko i usiadłam na nim. Bez najmniejszych wstępów, niemal zdarłam mu bokserki, w których zazwyczaj spał, a sama tylko lekko zsunęłam spodenki od pidżamy. Naprowadziłam jego interes gdzie trzeba i zaczęłam się poruszać jak szalona. Brad aż jęczał z rozkoszy, ja zapomniałam o wszystkim. Zdjęłam koszulkę, kładąc jego dłonie na piersiach. Podniósł się i masował je, liżąc , a nawet przygryzając sutki, Dobrze widział, że ból jest dla mnie jak afrodyzjak, więc robił to mocno i konkretnie. Kiedy już była prawie meta, złapał mnie za gardło i ścisnął. Opadliśmy na poduszki, wyczerpani. Bez słowa, zaczęłam go całować, bawiąc się jego penisem. Wygiął się jak struna i zacisnął oczy. Przy tym całowałam i lizałam jego klatkę piersiową. Kiedy doszłam do pasa, rękę zastąpiły moje usta. Brad chwycił mocno za moje włosy i dokładnie pokazał, o co mu chodzi. Wiedziałam, że uwielbia brać mnie od tyłu, więc, kiedy dobiegał do końca, uklękłam, wypinając siedzenie. Solidnie przyłożył mi w pośladek i bez ogródek, dosiadł mnie, jak najgorszą dziwkę z ulicy. Poruszał się we mnie jak dziki zwierz, wydając takież odgłosy. „Mam tylko was. Nie zostawiajcie mnie.” Wyszeptałam, tuląc się do niego. „Ja cię na pewno nie zostawię. Bena musisz się sama zapytać.” Delikatnie gładził mnie po ramieniu. Zapytałam się już następnego ranka. W odpowiedzi dostałam chyba najbardziej soczysty pocałunek, ze wszystkich jakie mi kiedykolwiek zaserwował. No i zaczęło się! Co noc kochałam się z Bradem, na zmianę z Benem, czasami razem. Były to istne orgie, bez najmniejszych zahamowań. Co my wtedy nie wyprawialiśmy? Napiszę tak....Chodziłam nawet tak posiniaczona, że Nat o mało nie zemdlała, jak mnie zobaczyła, któregoś ranka. „Jak tak można?! Ona cierpi, a wy ją jeszcze bijcie?! Jeszcze dzisiaj ją zabieram do siebie!” Ryknęła, wściekła. I jak nie zdzieli Bena w twarz! „Uspokój się, szalona kobieto! Nikt się nad nikim nie znęca! Ona tego chce! My się tak zabawiamy! Co ty? Nie wesz co to sado maso, czy jak? Ok, nie ma ekstremy, ale na sporo sobie pozwalamy. To ją uspakaja i zaczęła całkiem nieźle sypiać, bez krzyków.” Wyjaśnił jej, troszkę rozbawiony, Ben. „Uspakaja cię bicie?” Nat aż usiadła, jak to usłyszała. „Bardzo. Zwłaszcza jak robią to ci dwaj. Mam tylko ich dwóch. No i was, ciebie i Jen, ale to inna bajka.” Przytuliłam się do niej. Od tamtego czasu dziewczyny nie reagowały na moje siniaki, a przynajmniej starały się. Było mi całkiem dobrze, ale o Chrisie nie potrafiłam zapomnieć. Bo jak miałam zapomnieć o największej miłości mojego życia, co? Jakoś tak bezwiednie przestałam jeść. Ok, nie całkiem odstawiłam jedzenie, ale było tego na serio mało. Ot, tyle, żeby nie umrzeć z głodu.
Z biegiem czasu zaczęłam to odczuwać. Zawroty głowy, lekkie zasłabnięcia. Było mi też wiecznie niedobrze. Nawet przestraszyłam się, ze może jestem w ciąży. Czas jednak to zweryfikował. Po prostu dostałam okres. Tego poranka, kiedy po raz kolejny odsunęłam talerz z jedzeniem, Bradowi aż zachciało się płakać. „Nie bój się, zjem obiad. Ugotuj mi ten swój rosół. Tak jak tylko ty potrafisz.” Uśmiechnęłam się, wstając od stołu. „No dobrze, ugotuję.” Westchnął ciężko. Kiedy ruszyłam do drzwi, po prostu nogi ugięły się pode mną. „Sara! Tom, pomocy!” To było ostatnie, co usłyszałam. Potem już nic. Z opowiadań Tom Hiddlestona, który akurat gościł u Bena, wiedząc o wszystkim, co łączy go z Bradem i jak się sprawy mają ze mną, obaj z Bradem wezwali pogotowie, a ja od razu trafiłam do szpitala, z wyczerpaniem organizmu. Brad znów musiał się tłumaczyć z moich siniaków. Na szczęście, lekarz był człowiekiem otwartym i tolerancyjnym („Ze zgrabnym tyłkiem” Słowa Bena). Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam dookoła siebie białe ściany i a w nosie poczułam specyficzny smrodek, który można spotkać tylko w szpitalach. Wystarczyło, że się ruszyłam, A Ben i Tom już byli po obu stronach łóżka. „Jezu, jak dobrze, że już jesteś z nami.
Jak zadzwonili do mnie, że jesteś w szpitalu, rzuciłem wszystko i waliłem przez całe miasto, łamiąc chyba wszystkie możliwe przepisy. Będzie w brukowcach, że Cumberbatch prowadził naprany w trzy D. Jak się czujesz, kochanie?” Starszy Anglik delikatnie gładził mnie po głowie. Miał twarz zdjętą strachem. „Już mi lepiej. Mogę wracać do domu.” Chciałam usiąść, ale zrobiło mi się słabo i dałam spokój. „O nie, kochana. Na to się dziś nie zanosi. Lekarz mówił, że poleżysz tu ze dwa dni, aż doprowadzą cię do ładu.” Tom uśmiechnął się, poprawiając mi poduszkę. „Lubię jak się uśmiechasz. Masz wtedy taki ciepły wyraz twarz.” Złapałam go za rękę. „Jak ma ci to pomóc, to mogę się śmiać nawet cały dzień.” Ucałował moją. „Nie trzeba. Wystarczy raz na jakiś czas. A gdzie jest Brad?” Zaciekawiłam się, nie widząc drugiego przyjaciela. „Poleciał do Nowego Meksyku, jak to określił, po lekarstwo dla ciebie.” Wyjaśnił mi Ben, ciężko przełykając ślinę. Bał się, jak zareaguję na ten news. „Po Chrisa? Niepotrzebnie. On wyraźnie powiedział, jak się sprawy mają. Po co go fatygować.” Zamknęłam oczy, załamana. Przed oczami znów stanęła mi scena z imprezy, którą tak często odtwarzałam jak jakąś płytę. W kółko i w kółko. „Uważam, że powinien choć wiedzieć do jakiego stanu cię doprowadził, nawet jeśli uzna, że nie ma po co tu przyjeżdżać.” Tom był bardzo stanowczy. „Masz rację, powinien wiedzieć, gnojek jeden.” Przytaknął mu Ben, zły jak osa, jak zawsze, kiedy była mowa o Chrisie. Najchętniej by go wykastrował tępą żyletką, jego własne słowa.
OPOWIEŚĆ BRADA
Tak to jest, jak się zamawia bilety na ostatnią chwilę. Dobrze, ze chociaż pierwsza klasa.” Mruknąłem pod nosem. No ale dla mojej Sary byłem w stanie lecieć nawet w luku bagażowym.
Miałem już po dziurki w nosie patrzenia jak ta wspaniała kobieta powoli się zabija na własne życzenie. Już w głowie układałem plan jak Pratta sprowadzić do LA. „Jak trzeba będzie, to go nawet porwę i uśpię. Nieważne jak, byle Sara będzie mogła go zobaczyć.” Pomyślałem, podkładając sobie poduszkę. Fuj, Czort wie, ile głów na tym leżało! Ok, przecież to pierwsza klasa, więc muszą tu dbać o coś takiego jak pranie choćby poszewek na poduszki. Na lotnisku w Santa Fe miał na mnie czekać Matt Bomer, którego Sara znała jeszcze z lat szczenięcych. Oboje wychowali się w Springs, chodzili do jednego ogólniaka. Ona była cheerleaderką, pierwszą w składzie, on głównym rozgrywającym. Więc nawet byli taką jakby parą, choć Matt już wtedy podejrzewał, że jest gejem. Po jego wyjeździe do NY, po skończonych studiach (Odpowiednio, ona dziennikarstwo, on sztuki piękne), ich kontakt się nie urwał. Mało tego, przyjechała za nim i została dziennikarką, a potem też na pół gwizdka celebrytką. Ok, ale to wie chyba każdy, kto zna oboje choćby odrobinę, z plotkarskich portali.
Ja natomiast miałem inny kłopot. Musiałem sobie przemyśleć wszystko, co widziałem dzisiejszej nocy, kiedy zszedłem napić się wody. No i co tam mnie zastało? A raczej kto? Ano Ben z Tomem.
W najlepsze całowali się! Boże Kochany, ja dla niego byłem w stanie poświęcić wszystko, włącznie z karierą, a ten co?! Obmacuje się z innym za moimi placami! „Nie przeszkadzam wam?” Odezwałem się, choć sam nie wiem, jak znalazłem siły, żeby wydusić z siebie choćby słowo. W tej chwili zrozumiałem co Sara czuła, widząc Pratta ze ślubną. „Brad, to nie tak. Ja tylko chciałem zobaczyć jak to jest całować innego faceta. Wybacz mi. Ja już nigdy.” Ben plątał się w tłumaczeniu się.
Pozwolisz, że pójdę da Sary. Jak skończysz te testy, to bądź łaskaw pokazać Hiddlestonowi gdzie ma spać, bo chyba do domu się nie wybiera. A, było by dobrze, żeby znalazł się tam sam, bo to już było by za wiele jak dla mnie.” Byłem bardzo urzędowy i suchy. Anglik pokiwał tylko głową, z lekka przerażony. Rano byłem za bardzo zajęty Sarą i jej zasłabnięciem, niż jego igraszkami z przyjacielem, na boku. Teraz miałem chwilę, żeby to przetrawić. Jak miałem mu wierzyć?
Przecież dobrze wiedziałem, co widziałem, a poza tym Hiddleston był jego najlepszym kumplem od lat. Skąd mogłem mieć pewność, że byłem jego pierwszym kochankiem? Takim na serio?
O eksperymentach za szczeniaka opowiedział mi już dawno. To się nie liczyło. Ale Hiddleston zawsze był tylko przyjacielem, według jego słów. Miałem już mętlik w głowie. „Ok, teraz Sara, a potem Ben. Będę musiał z nim na poważnie pogadać.” Pomyślałem, wyglądając przez okno.
Podróż minęła spokojnie, poza okłamaniem jakieś panny, że jestem sobowtórem siebie samego.
Głupio mi było, ale jakoś nie miałem ochoty na rozdawanie autografów i idiotyczne selfie.
Chciałem mieć chwilkę dla siebie. Kiedy już było po odprawie, zacząłem wzrokiem szukać Matta.
Kurwa, był na serio przystojny! Nie dziwota, że kobiety za nim szalały na wszystkich kontynentach i duża część właśnie jego chciała w roli Greya. Był ubrany tylko w zwyczajny, biały podkoszulek i sprane dżinsy, a i tak wyglądał jak milion dolców w złocie! Kiedy mnie dojrzał, uśmiechnął się i pomachał. „Hej, jestem Matt Bomer. Miło cię wreszcie poznać. Sara wiele o tobie opowiadała.” Wyciągnął rękę w geście powitania. „Mnie też jest miło.” Uścisnąłem ją. Jakoś byłem zażenowany, sam nie wiedziałem czemu. „Jak się ma nasza biedaczka? Doszła już choć troszkę do siebie?” Jego głos był zatroskany. Było widać, że się o nią poważnie martwi. „Tak, już odzyskała przytomność.
Rozmawiałem z moim face.... przyjacielem, zanim wsiadłem do samolotu. Muszę tylko ściągnąć tam Pratta, żeby jakoś na nią wpłynął, żeby przestała się głodzić i zaczęła żyć jak człowiek.” Lekko się zająknąłem w mojej wypowiedzi. „Wyjaśnijmy sobie jedno. Sara opowiedziała mi o tobie i Cumberbatchu, więc z niczym nie musisz się kryć. Wszystko doskonale rozumiem, i to z doświadczenia. Ben jest twoim facetem i tyle. A do samej Sary, to chyba nie będzie z tym większego kłopotu. Z Chrisem wcale nie jest lepiej. No może się nie głodzi, bo żeby do tego doszło, to musiał by chyba być nieprzytomny, ale reszta woła o pomstę do nieba. Cień człowieka, jak mamę kocham. Czasami aż przykro na niego patrzeć. Na krótki pobyt w LA na pewno go namówisz. A tak na marginesie, to witam po ciemnej stronie mocy, a przynajmniej w połowie.” Poufale poklepał mnie po nodze. A ja aż ciężko przełknąłem ślinę. W tej jednej chwili zrozumiałem, ze nie tylko na Bena potrafię tak reagować i że na serio jestem Bi i to pełną gębą! „Tak, dzięki.” Zaśmiałem się, starając się ukryć fakt jak bardzo mi się spodobał. Nie znałem go za dobrze, a mój mały koleżka w spodniach miał się ku niemu jak cholera! Kiedy zajechaliśmy przed hotel, gdzie kwaterowała cała ekipa, od razu pognałem do pokoju Pratta. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jak najprędzej musiałem z nim pogadać, czas naglił, a po drugie, jeszcze chwila obecności Matta przy mnie, a nie ręczył bym za to co bym zrobił. „Jak to, jest w szpitalu?! I nic mi nikt nie powiedział?! Wszystkie telefony w LA siadły?! Jezu, ja muszę do niej!” Chris już gnał na lotnisko, po tym co mu powiedziałem.
Takiego przerażonego faceta to ja dawno nie widziałem. On naprawdę kochał Sarę, co do tego nie miałem żadnych wątpliwości! „Ok, uspokój się, debilu! Przecież nie rzucisz wszystkiego i nie polecisz tam na miotle! Musisz załatwić wolne u reżysera i producenta! A potem, zabukujemy bilet do LA! No, siadaj wreszcie!” Musiałem go doprowadzić do pionu. Ona potrzebowała twardego mężczyzny, a nie spietranego mięśniaka! „Masz rację. Już dzwonię do Anta, on musi się zgodzić.” Chwycił za telefon. Jakimś cudem dostał to wolne, po karczemnej awanturze, ale dostał.
Przecież nie będą szukali nowego aktora do filmu, kiedy całość niemal gotowa! Potem była jeszcze cięższa przeprawa z producentami. Chris zagroził, że odejdzie jak się nie zgodzą! Znów zwycięstwo.
Człowieku, oszalałeś? Masz szczęście, ze masz już ugruntowaną pozycję w tym światku, inaczej prędzej zobaczył byś świnie na niebie, niż nową propozycję. Resztą już ja się zajmę.” Pokręciłem głową, z niedowierzaniem. Nie dało się zabukować biletów na ten dzień, więc wylot był jutro.
Z jednej strony nie było z tym problemu, w końcu Sara miała znakomitą opiekę i nic już jej nie groziło, ale ja za bardzo zadowolony nie byłem. Noc w pobliżu Bomera, nie była dla mnie najlepszą rzeczą. A poza tym, upał był taki, że można było jajko usmażyć na ziemi. Nie przepadałem za taką pogodą, choć na co dzień mieszkałem w LA. Ale tutaj nie było czym oddychać! Troszkę lepiej było, jak zapadł zmrok. Nocny wiaterek z lekka pomagał. No ale temperatura mojego ciała wzrosła o kilka ładnych kresek, jak zobaczyłem Matta na balkonie. Stał tam w samych bokserkach! Ok, Pan Idealny! Czy on ma coś niedorobionego w sobie?! Chyba nic! Od razu schowałem się w pokoju, bo bym chyba zaczął jechać na ręcznym, jakbym tam postał. Wstydź się, Cooper! Masz przecież stałego faceta, mimo jego skoków w bok z Lokim(?), a ty ślinisz się na widok ledwo poznanego gostka, nawet tak perfekcyjnie zbudowanego! Ludzie, ale on ma tyłek! Jaki interes, który był widoczny, mimo okrycia! Sam nie wiem, kiedy, ale moja wyobraźnia zaczęła mi podsuwać obrazy, że właśnie wchodzi do mojego pokoju! Ciąg dalszy był taki, że moja ręka zawędrowała do penisa. Bawiłem się nim szybko i bardzo konkretnie. „Nie musisz tego robić sam.” Nagle usłyszałem miękki głos Matta. Przez chwilę nie otwierałem oczu, zastanawiając się, czy dalej fantazjuję. Kiedy jednak to uczyniłem, zobaczyłem go przed sobą. „Ale ja jestem z Benem, a ty masz męża. Jak im to wyjaśnimy?” Mimo wszystko zapytałem się. „Nikt się o tym nie dowie, masz moje słowo.
Nie potrafiłem się ci oprzeć. Zawsze mi się podobałeś, ale wiedziałem, że jesteś hetero, więc nie robiłem sobie nadziei. No ale los był łaskawy i dał mi cię w moje ramiona. Nie martw się, mój ty niedoświadczony skarbie, pokażę ci wszystko. Jednorazowa sprawa, no chyba, że zachcesz więcej.” Mówił to, między pocałunkami. Po prostu zapomniałem o Bożym świecie. Zatraciłem się w jego pocałunkach. Przestałem trzeźwo myśleć. Matt powoli całował i pieścił moje spocone ciało.
Zdjął bokserki i sprawnie zaczął masować mój i tak już mocno podniecony penis. Usta miał równie dobre co ręce. „Jezu, nie przerywaj. Rób tak dalej.” Jęczałem jak szalony, naciskając jego głowę do mojego krocza. Nie przerwał nawet kiedy dochodziłem. O mało nie strzeliłem mu w usta. Doświadczenie jednak mu pozwoliło przerwać w odpowiednim miejscu i wywaliłem poza nimi. Wytarł mnie i siebie moimi bokserkami i wygodnie ułożył, nie odwracając na brzuch. „Nie martw się, kochanie, nie pożałujesz.” Upewnił mnie, łapiąc za nogi. Mocno je rozstawił, podniósł do góry, a mnie lekko ściągnął w dół. Naprowadził swój penis i wszedł we mnie. Zacisnąłem oczy z bólu, ale trwało to dość krótko. Konkretne ruchy Matta spowodowały, że zastąpiła go ekstaza. Obaj znaleźliśmy swój rytm i podążyliśmy ku końcowi. „Jesteś najlepszy.” Ledwo z siebie wydusiłem, kiedy leżeliśmy obok siebie. „To jeszcze nic. Teraz pora na ciebie.” Wziął moją dłoń. Tu już wiedziałem co mam robić. W końcu nie raz tak robiłem z Benem. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie wyśmieje. „Dalej, kochanie.” Zachęcał mnie, zanurzając dłonie w moich włosach. Doszedł do końca, ale ja nie miałem tyle szczęścia i jego zawartość wylądowała na mnie.
Jakoś mi to nie przeszkadzało. Matt wziął ręcznik z poręczy łóżka i czule mnie wytarł jak małego chłopca. „Spróbuj mnie przygotować. Tak jak kobietę.” Instruował mnie, odwracając się tyłem.
No i fachowo zająłem się jego tylnym wejściem. Miał rację, nie raz zabawiałem się tak z kobietami. Teraz już wiedziałem dlaczego tak to mi się podobało. Kiedy już był na tyle wilgotny, że mogłem go posiąść, przerwałem. Zawył, jak to zrobiłem, a ja parłem jak wariat. Złapał moją rękę i położył na swój penis. Dzięki temu miał jeszcze większy orgazm, a ja znowu musiałem się czyścić. „No widzisz, kochanie, nie było aż tak źle.” Przytulił się do mnie, kiedy już emocje opadły. „Byłeś cudowny.
Nawet z kobietami nie było mi tak dobrze. Ale jak ja teraz to wyjaśnię Benowi?” Mimo swoich słów, objąłem go. „Przecież już ci mówiłem, że nikt nie musi o tym wiedzieć. No chyba, że Pratt się wygada, ale on jest człowiekiem honorowym, więc nie ma o tym nawet mowy. Nie martw się, mnie też zależy na dyskrecji, przypominam ci, że mam męża i dzieci.” Zapewnił mnie Matt. Powoli zasnąłem, z ciężkim sumieniem, ale mocno spełniony. Rano szybko się przygotowałem do wyjazdu, ale zanim wyszedłem z hotelu, odwiedziłem apartament Matta. „Słuchaj, bardzo cię przepraszam, że tyle gadałem o....” Nie zdążyłem dokończyć, bo brunet skutecznie zatkał mi usta pocałunkiem.
Jedź do swojego Holmesa i bądź z nim szczęśliwy. I czasami wspomnij nasze igraszki.” Pogładził mnie po policzku. „Uwierz mi, wspomnę.” Zrobiłem to samo. „Mam zasadę, że się nie wtrącam, więc masz moje słowo, ze jak grób milczę, o tym co dziś w nocy słyszałem. Wasza sprawa, nie moja.” To chciałem usłyszeć od Chrisa, kiedy już siedzieliśmy w samolocie. „Dzięki, stary. Sam nie wiem, co mi odbiło. Może fakt, że Bomer jest niebotycznie przystojny i seksowny.” Troszkę się rozmarzyłem. „Tego to ja tam nie wiem, bo gostki mnie nie ruszają. Muszę ci wierzyć na słowo. Wolę mojego aniołka, Sarę.” Jego oczy były pełne miłości. Oj, ale on ją kochał! No ale jego chrapania święty by nie zniósł! Kiedy zapadł w sen sprawiedliwych, uruchomił się jego warkot! Jakby F-14 startował! „Jezu, człowieku, obudź się.” Szturchnąłem, doprowadzony do maksimum irytacji. W odpowiedzi, uwalił się na mnie. Musiałem go przesunąć na drugi bok, zatykając sobie uszy zatyczkami, które mi przyniosła urocza stewardesa. Na lotnisku czekał na nas Ben, a ja nie bacząc na wszystkich i wszystko dookoła, ruszyłem w jego kierunku. Rzuciłem mu się na szyję i uściskałem z całej siły. Jeszcze tak całkiem nie straciłem zdrowego rozsądku, więc nie pocałowałem go. „Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham i jak tęskniłem za tobą.” Wyszeptałem mu do ucha. „Ja ciebie też kocham i też tęskniłem.” Zrewanżował się tym samym. Dla małego kamuflażu, Chris też wymienił z nim uściski. Mądry facet, jak chce!. „No to jazda do mojego aniołka, skarbu największego!” Krzyknął i zwyczajnie pofrunął do samochodu.
POWRÓT DO MOICH WSPOMNIEŃ
Kiedy otworzyły się drzwi i zobaczyłam w nich Chrisa, zaniemówiłam, bo akurat rozmawiałam z lekarzem. Boże, on tu jest! Przyjechał do mnie! Łzy same leciały mi z oczu. „Kochanie!” Już był przy mnie i tulił się do mojego brzucha. „Ja nie śnię, prawda? Ty tutaj jesteś?” Zanosiłem się szlochem. „Jestem i już nigdy cię zostawię. To znaczy, jutro wracam na plan, ale jeszcze dziś dzwonię do prawnika i każę mu pisać pozew rozwodowy. Potem czeka mnie rozprawa z Anną.
Ale jestem już cały twój, najdroższa.” Na te słowa czekałam chyba od początku, wiekopomnej nocy. Moja największa miłość była tylko dla mnie i nikt nie miał prawa mi jej zabrać! Spojrzałam na przyjaciół, którzy byli akurat na miejscu. Ben dyskretnie złapał Brada za rękę. Tak się na siebie spojrzeli, że głupi by zauważył, co do siebie czują. Za to Jen nie kryła się z zachowaniem, łapiąc Toma pod ramię i opierając głowę na jego ramieniu. W tym przypadku był lekki szok ze strony szczupłego Anglika, ale po chwili już ucałował jej dłoń, uśmiechając się. Ok, zaczynam się zbliżać do końca mojej trochę Harlequinowej opowieści, ale jeszcze nie całkiem. Muszę Was o czymś bardzo ważnym powiadomić. Kiedy szłam do kibelka, ciągnąc za sobą tą przeklętą kroplówkę, która doprowadzała mnie do pionu, zobaczyłam coś na korytarzu oddziału, co spowodowało, że lekko nawet podskoczyłam z radości. Na ławce siedzieli Jen i Tom. „Wiesz co? Ostatnio sporo czasu ze sobą spędziliśmy. Nie wiem jak to powiedzieć, bo podobno jesteś z Liamem Hemswothem i głupio mi opowiadać o swoich uczuciach zajętej kobiecie. Ale co mi tam? Raz kozie śmierć. Od samego początku przypadłaś mi do gustu. Jesteś wyjątkowo piękna i seksowna. Nie wiem, czy mogę w zaistniałej sytuacji zaprosić cię choć na kawę?” Tom był bardzo uprzejmy w słowach, jak to on zawsze. „Człowieku, kto ci naopowiadał takich pierdoł? Nie jestem z Liamem. To tylko kumpel i nic więcej. Od jakiegoś czasu jestem singielką i bardzo chętnie gdzieś sobie z tobą pójdę. A teraz pocałuj mnie jak należy, bo od dawna mam na to ochotę jak cholera.” Jen zarzuciła mu ręce na szyję. No i nastąpił wielki finał! „Nie powinnaś już położyć się? O do licha, mamy nową parkę, za którą będą latać gnidy z aparatami.” Chris zaszedł mnie od tyłu. „Nie, kochanie, będą latać za nami, jak się dowiedzą, że rozwodzisz się z Anną i już od razu jesteś ze mną. Nie popuszczą.” Pocałowałam go nos. A potem zrobiliśmy to samo co Tom i Jen.......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz